Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bycie mamą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bycie mamą. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

NAJLEPSZY DZIEŃ W ŻYCIU UFOLINKA - Z PERSPEKTYWY JEGO MAMY ;)


Ufolinek jest dzieckiem spokojnym, potrafiącym zająć się sobą i samodzielnie zasypiać. Jest taki od urodzenia i tylko bolesne ząbkowanie, bądź skok rozwojowy sprawiają, że czasami nie jest aż takim aniołkiem. To dziecko, które zachęca do dalszej prokreacji ;)

Ostatnio przeszedł sam siebie. W piątek był dzieckiem wyśnionym, wymarzonym, po prostu idealnym. Zwykle śpi od 20 do 8. Jednak tego dnia wyjątkowo obudził się o 7. Obudziło mnie jego stęknięcie. Postanowiłam poczekać i zobaczyć jak sytuacja się rozwinie. I... obudziłam się o 8:15. Nie wiem czy zasnął czy po prostu bawił się przywieszkami przy łóżeczku. W każdym razie jak się obudziłam usłyszałam jak do siebie gada :) Postanowiłam dać sobie jeszcze 15 minut gratis pod cieplutką kołdrą. Zawsze korci mnie żeby pobiec do jego pokoju i zobaczyć tą niewyobrażalną radość na jego twarzyczce na mój widok, ale wiem że gdyby mnie zobaczył to nie zostałby już w łóżeczku, a ja nie mogłabym się oddalić na pół metra. Dlatego zwykle zaglądam do niego po około 30-40 minutach, w trakcie których on ładnie się bawi, a ja ogarniam swoją osobę.
Gdy już zobaczyłam ten najpiękniejszy uśmiech świata, nakarmiłam go i przebrałam w dzienne ciuszki. Następnie posadziłam wśród zabawek. Pobawił się grzecznie ponad godzinę, po czym zaczął trzeć oczka. Zaniosłam go do łóżeczka i przymknęłam drzwi. Zwykle o tej porze śpi zaledwie 40 minut, maksymalnie godzinę. Tymczasem zobaczyłam go dopiero po 3 godzinach! Spał ponad dwie, a potem znowu bawił się przywieszkami. Przeczytałam 150 stron książki! Było przecudownie! Potem znowu przywitał mnie przeuroczym uśmiechem, zjadł i poszliśmy na spacer. Całe 1,5 godziny był grzeczniutki, że aż ludzie na poczcie, gdzie spędziliśmy jakieś 15 minut, nie mogli się nadziwić. Gdy wróciliśmy do domu zjadł, pobawił się pół godziny i poszedł spać na kolejne 1,5 godziny. Po drzemce znowu zabawa i tak do wieczora. Myślałam, że ja się tak wyspał w ciągu dnia to będzie problem wieczorem. Ale gdzie tam. Zasnął normalnie o 20-tej jak tylko przyłożył głowę do poduszki. Po prostu anioł! 

Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że tak może wyglądać dzień z ośmiomiesięcznym niemowlakiem pewnie bym nie uwierzyła. Zresztą aż tak dobre dni zdarzają się rzadko. Ale dzięki temu piątek trzynastego zyskał nowy wymiar, a ja czułam się jakby ktoś podarował mi super prezent. Dziękuję synku :*




poniedziałek, 15 grudnia 2014

MACIERZYŃSTWO - BEZ LUKRU


Macierzyństwo to niewątpliwie najbardziej niezwykła i w moim mniemaniu najpiękniejsza rzecz jaka może spotkać kobietę w życiu. Ale nie znaczy to, że zawsze jest pięknie i kolorowo. I nie dajmy się zwieść reklamom telewizyjnym czy zdjęciom w kolorowych czasopismach ukazującym obraz uśmiechniętych rodzin, obraz jak z bajki. Nie zawsze tak jest. Jednak rzadko kto o tym wspomina głośno, bo przecież matka nie może narzekać na swoje dziecko albo na swoje życie. Bo przecież ma fajnie. Nie pracuje, siedzi w domu, nic nie robi i jeszcze narzeka. Poza tym w końcu mamy czego chciałyśmy. No pewnie, że tak. Mamy poczucie ogromnego szczęścia gdy patrzymy na naszego rozwijającego się szkraba, a fala miłości zalewa nas za każdym razem gdy się do nas uśmiecha :) Ale jest jeszcze druga strona medalu... Strona, o której się głośno nie mówi. Temat tabu.

Nigdy nie łudziłam się, że macierzyństwo jest usłane różami. Aż nadto zdawałam sobie sprawę z jego ciemnych stron. Dlatego też długo zwlekałam z decyzją o zostaniu mamą. 
Bo prawda jest taka, że choć macierzyństwo jest piękne, jest też bardzo, bardzo męczące i wymaga niemałych poświęceń.  Jednak większość znanych mi mam o tym nie mówi. Bo co? Bo nie wypada? Przecież my mamy i tak wiemy, że nie zawsze jest różowo, że jesteśmy niewyspane, przemęczone i czasami mamy wszystkiego dosyć. I tak zdradzają nas cienie pod oczami, a nierzadko łzy w oczach.

Nie wierzę, że są mamy które nie mają momentów słabości, które nie tęsknią za w pełni przespaną nocą, czy za czasami gdy wracały z pracy i jedynym ich zmartwieniem było co przygotować na obiad. A potem mogły się położyć z książką pod kocykiem i odpoczywać do woli. Za czasami kiedy zawsze miały czas dla siebie i męża, na swoje pasje i przyjemności.

Macierzyństwo to ciężka praca i to praca 24 godziny na dobę. Praca nieprzewidywalna, wyczerpująca zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nasz szef jest niezwykle wymagający i zdarza się, że nie daje nam chwili wytchnienia. Bywają dni, że ciągle marudzi bądź płacze. Niby jest głodny, ale jeść nie chce, niby jest senny, ale spać nie chce, nie daje się zabawić i ogólnie nic mu się nie podoba. I można sobie tłumaczyć, że to tylko kolejny skok rozwojowy i że wkrótce będzie lepiej. Tylko że czasami to wkrótce wydaje się takie odległe... A my jesteśmy wykończone, bezsilne, bliskie łez albo już nawet łzami zalane. 

Najbardziej żal mi mam, które miały zupełnie inne wyobrażenie na temat macierzyństwa, wyobrażenie reklamowe. Bo konfrontacja z rzeczywistością może okazać się bardzo bolesna i niejednokrotnie doprowadza mamy do depresji poporodowej. Ale to temat na osobnego posta. W każdym razie cieszę się, że mnie póki co to diabelstwo nie dopadło. I choć zdarzają mi się gorsze dni, chociaż zdarza mi się popłakać, to jednak po burzy przychodzi słońce i jakoś to wszystko się kręci :)
A Ufolinek potrafi wynagrodzić nawet te najgorsze chwile. Wystarczy skrzat, że się uśmiechnie :D