Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość do dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość do dziecka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lutego 2015

WYOBRAŻENIA KONTRA RZECZYWISTOŚĆ - CO MAMIE UFOLINKA WYDAWAŁO SIĘ ZANIM TEN POJAWIŁ SIĘ NA ŚWIECIE :)


Wyobrażenia często mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.
I tak też było gdy Ufolinka jeszcze nie było na świecie.

A oto co mi się wydawało zanim się pojawił, a jak jest w rzeczywistości:
  • Jak popłacze kilka minut to nic mu się nie stanie - taaaa, może jemu nie, ale mi  z pewnością pęknie serce... 
  • Gorączka, i co z tego? Przecież to normalne, że dzieci chorują i miewają gorączkę - może i tak, ale teraz boję się tej pierwszej gorączki jak ognia!
  • Co te matki tak przeżywają te szczepienia? - teraz pewnie niejedna bezdzietna koleżanka myśli tak o mnie...
  • Kolka, ząbkowanie, wszystko da się przeżyć - da się, ale ile się człowiek nacierpi patrząc na cierpienie dziecka tego nie jest w stanie sobie wyobrazić nie będąc rodzicem.
  • No pewnie, że będziemy zostawiali Ufolinka na noc u dziadków od czasu do czasu - hmm, no może jak skończy 18 lat... No dobra, może ciut wcześniej :)
  • Co za problem zostawić dziecko u dziadków na tydzień czy dwa i pojechać na wakacje we dwoje - oj problem jest i to duży, nie do przeskoczenia :)
  • Żłobek, żaden problem. Pójdzie, przecież będzie miał już 7 miesięcy - prędzej bym się z pracy zwolniła niż dała takie maleństwo do żłobka...
  • Fuj, ta kupa, ble... - kupa - bułka z masłem, nawet zapach jakoś bardzo mi nie przeszkadza. O zachwytach nad kupą nie wspominając :D
  • Dziecko tyle kosztuje, szkoda będzie tej kasy - jakoś nie szkoda, a nawet fajnie wydawać pieniądze na malucha :)
  • Po co ta Ania wycisza wciąż telefon, dodzwonić się do niej nie można. Wszystko dziecku podporządkowuje - cóż... do mnie między 14:30 a 16:30 też ciężko się dodzwonić. Za nic nie zaryzykuję obudzenia Ufolinka wtedy, gdy akurat mam godzinkę, a jak się poszczęści nawet dwie dla siebie. Wyciszam z czysto egoistycznych pobudek. Ba, czasami z premedytacją nie odbieram.
  • Po co ta Asia rzuca wszystko i biegnie do małej jak tylko jęknie? - byście zobaczyły jak ja staruję do Małego. Struś pędziwiatr to przy mnie żółw :D To silniejsze ode mnie. To chyba instynkt, którego nigdy nie miałam...
  • Co Ci nasi znajomi umawiają się z nami o takich dziwnych godzinach? Odwiedziny w sobotę o 11??!! Bez sensu! - Ufolinek śpi od 11 jakieś 40 minut i od 14:30 do około 16:30. Znajomych odwiedzamy albo o 12 albo o 17...
  • pewnie, że kocha się swoje dziecko - ALE ŻEBY AŻ TAK !!!

Jak widać rozminęły mi się wyobrażenia z rzeczywistością. I to bardzo :)
Co to macierzyństwo robi z człowiekiem. Czyni go chyba lepszym. I tego się trzymajmy :)

Poniżej sprawca całego zamieszania - Ufolinek i jego centrum dowodzenia :D 
I niech nie zwiedzie Was ta jego niewinna mina. Rządzi na całego :)


























poniedziałek, 15 grudnia 2014

MACIERZYŃSTWO - BEZ LUKRU


Macierzyństwo to niewątpliwie najbardziej niezwykła i w moim mniemaniu najpiękniejsza rzecz jaka może spotkać kobietę w życiu. Ale nie znaczy to, że zawsze jest pięknie i kolorowo. I nie dajmy się zwieść reklamom telewizyjnym czy zdjęciom w kolorowych czasopismach ukazującym obraz uśmiechniętych rodzin, obraz jak z bajki. Nie zawsze tak jest. Jednak rzadko kto o tym wspomina głośno, bo przecież matka nie może narzekać na swoje dziecko albo na swoje życie. Bo przecież ma fajnie. Nie pracuje, siedzi w domu, nic nie robi i jeszcze narzeka. Poza tym w końcu mamy czego chciałyśmy. No pewnie, że tak. Mamy poczucie ogromnego szczęścia gdy patrzymy na naszego rozwijającego się szkraba, a fala miłości zalewa nas za każdym razem gdy się do nas uśmiecha :) Ale jest jeszcze druga strona medalu... Strona, o której się głośno nie mówi. Temat tabu.

Nigdy nie łudziłam się, że macierzyństwo jest usłane różami. Aż nadto zdawałam sobie sprawę z jego ciemnych stron. Dlatego też długo zwlekałam z decyzją o zostaniu mamą. 
Bo prawda jest taka, że choć macierzyństwo jest piękne, jest też bardzo, bardzo męczące i wymaga niemałych poświęceń.  Jednak większość znanych mi mam o tym nie mówi. Bo co? Bo nie wypada? Przecież my mamy i tak wiemy, że nie zawsze jest różowo, że jesteśmy niewyspane, przemęczone i czasami mamy wszystkiego dosyć. I tak zdradzają nas cienie pod oczami, a nierzadko łzy w oczach.

Nie wierzę, że są mamy które nie mają momentów słabości, które nie tęsknią za w pełni przespaną nocą, czy za czasami gdy wracały z pracy i jedynym ich zmartwieniem było co przygotować na obiad. A potem mogły się położyć z książką pod kocykiem i odpoczywać do woli. Za czasami kiedy zawsze miały czas dla siebie i męża, na swoje pasje i przyjemności.

Macierzyństwo to ciężka praca i to praca 24 godziny na dobę. Praca nieprzewidywalna, wyczerpująca zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nasz szef jest niezwykle wymagający i zdarza się, że nie daje nam chwili wytchnienia. Bywają dni, że ciągle marudzi bądź płacze. Niby jest głodny, ale jeść nie chce, niby jest senny, ale spać nie chce, nie daje się zabawić i ogólnie nic mu się nie podoba. I można sobie tłumaczyć, że to tylko kolejny skok rozwojowy i że wkrótce będzie lepiej. Tylko że czasami to wkrótce wydaje się takie odległe... A my jesteśmy wykończone, bezsilne, bliskie łez albo już nawet łzami zalane. 

Najbardziej żal mi mam, które miały zupełnie inne wyobrażenie na temat macierzyństwa, wyobrażenie reklamowe. Bo konfrontacja z rzeczywistością może okazać się bardzo bolesna i niejednokrotnie doprowadza mamy do depresji poporodowej. Ale to temat na osobnego posta. W każdym razie cieszę się, że mnie póki co to diabelstwo nie dopadło. I choć zdarzają mi się gorsze dni, chociaż zdarza mi się popłakać, to jednak po burzy przychodzi słońce i jakoś to wszystko się kręci :)
A Ufolinek potrafi wynagrodzić nawet te najgorsze chwile. Wystarczy skrzat, że się uśmiechnie :D