Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - SZÓSTY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Wczoraj Ufolinek skończył pół roczku. Ale ten czas leci...


Szósty miesiąc:
  • Dni lepsze i dni gorsze Ufolinka, z przewagą tych ostatnich... Winne temu są oczywiście skoki rozwojowe numer cztery i numer pięć. Dobrze, że wiemy o ich istnieniu, bo dzięki temu potrafimy sobie wytłumaczyć dziwne i niepodobne do niego zachowania synka i wiemy, że każdy skok się kiedyś kończy przynosząc naszemu maluchowi nowe umiejętności. Pozwala nam to zachować jako tako równowagę psychiczną... Choć bywa naprawdę ciężko.
  • 5 grudnia wyszedł drugi ząbek :) Ufolinek popłakał dwa razy po 15 minut i było po sprawie :)
  • Ufolinek zaczął jeść mięsko i rybki oraz kaszkę manną w ramach wprowadzania glutenu.
  • Podjęłam decyzję o przedłużeniu urlopu macierzyńskiego o kolejne pół roku. Ufolinek będzie miał mamę dla siebie do końca lipca :)
  • Ufolinek zobaczył po raz pierwszy choinkę i  śnieg.
  • Ufolinek poczuł na policzkach co to mróz :)
  • Ufolinek przeżył swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia :)
  • Ufolinek zaczął przesypiać 12 godzin bez karmienia! Tym samym zmienił się nasz plan dnia.


PODSUMOWANIE:

waga: 8300 kg

rozmiar: 74

umiejętności:

  • gaworzy (łączy sylaby w ma-ma, be-be, ba-ba, ta-ta itp)
  • wkłada stopy do buzi :)
  • strasznie chlapie w kąpieli
  • jest coraz bardziej mobilny 
  • stoi podtrzymywany
  • potrafi z pozycji siedzącej stanąć na nogi podtrzymywany
  • potrafi sam zejść z leżaczka - obraca się na brzuszek i zsuwa się na ziemię :)
  • strzela smoczkiem - zasługa taty :D

dolegliwości:

  • związane ze skokami rozwojowymi (drażliwość, płaczliwość, kłopoty z wyciszeniem się)
  • strasznie się ślini (czyżby kolejne zębiszcza w drodze?!)

A oto Ufolinek w szóstym miesiącu swojego życia :)






Wcześniejsze miesiące:
PIERWSZY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA
DRUGI MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA
TRZECI MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA
CZWARTY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA
PIĄTY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


poniedziałek, 29 grudnia 2014

BRAĆ DZIECKO NA RĘCE CZY NIE?




Pewnie każda z Was ma swoje zdanie na ten temat. To tak jak z pytaniem czy spać z dzieckiem w łóżku czy nie i wieloma innymi, które zadajemy sobie gdy zostajemy mamami. 

Nie jestem ani zwolenniczką ciągłego noszenia dziecka, ani zwolenniczką pozostawiania dziecka samemu sobie.

Ufolinek na szczęście od samego początku był dzieckiem raczej bezproblemowych i praktycznie niepłaczącym. Z racji tego nie często był brany na ręce i do dzisiaj rzadko kiedy się tego domaga.
Pamiętam, że już jako kilkudniowy skrzat potrafił odłożony po nakarmieniu do łóżeczka leżeć sobie z otwartymi ślepkami przez jakąś godzinę. Jak tak na niego patrzyłam to ręce same mi się do niego wyciągały, ale rozum podpowiadał mi "zostaw, skoro tak spokojnie leży to widocznie mu dobrze. A jak będziesz go brała to się przyzwyczai i potem będzie na tobie wisiał całe dnie". Posłuchałam rozumu i chyba dzięki temu mam tak samodzielne dziecko, które potrafi zająć się sobą, a ja dzięki temu mam czas ogarnąć dom czy spokojnie się wykąpać. Nie muszę go też tulić przed snem. Po prostu odkładam go do łóżeczka, daję buziaka i smoka, okrywam kołderką i wychodzę. Ufolinek zasypia albo od razu albo po kilku minutach. Sama nie wiem. A może on po prostu już taki jest. I noszenie nie ma tu nic do rzeczy.

Z drugiej strony nie podoba mi się teoria zostawiania płaczącego dziecka samego sobie, bo przecież w końcu się zmęczy i przestanie/uśnie. Uważam, że jeśli maluszek płacze to koniecznie trzeba go przytulić. Dzięki temu ma poczucie bezpieczeństwa i tworzy się w nim wewnętrzne przekonanie, że zawsze może na nas liczyć. Swoją drogą, zawsze zdumiewały mnie matki, które gdy tylko dziecko zapłakało zrywały się i pędem do niego biegły. Teraz robię dokładnie tak samo i jest to ode mnie niezależne. Normalnie niczym błyskawica :)

Oczywiście, nie jest tak że przytulam synka tylko wtedy kiedy płacze. Gdyby tak było czasami nie przytulalibyśmy się cały tydzień. Mamy tam swoje przytulaśne momenty w ciągu dnia :)

Po prostu staram się nie przeginać ani w jedną ani w drugą stronę. I zdaję się na swoją intuicję. Bacznie też obserwuję swoje dziecko i staram się odczytać jego potrzeby i pragnienia. Póki co, zarówno mama jak i syn są zadowoleni :)




wtorek, 23 grudnia 2014

DZIEŃ Z ŻYCIA MATKI


Niby dzień jak co dzień, a jednak...

W piątek o godzinie 10:30 pomyślałam sobie: czy dzisiaj jest piątek trzynastego??!!

Musiałam coś załatwić o 12:00 w centrum miasta. W związku z tym umówiłam się z rodzicami, że podrzucę im Ufolinka na trzy godziny. Rodzice mieszkają na drugim końcu miasta, ponad 15 km ode mnie, więc droga do nich samochodem zajmuje ponad 30 minut. Nauczona doświadczeniem wyszłam z domu dużo wcześniej. Jak na złość deszcz lał jakby było lato, a nie środek zimy. W jednej ręce miałam ośmiokilogramowego Ufolinka wyginającego się we wszystkie strony, no bo przecież świat jest taaaki ciekawy, w drugiej torbę wypchaną rzeczami Ufolinka, typu obiadek, soczek, pieluszki, ubranko na zmianę, trzy zabawki itp. Żeby trzymać parasol rąk nie starczyło... Aby było śmieszniej wiało strasznie. Posklejane od deszczu włosy wirowały mi wokół głowy. A tu ani ich odgarnąć, bo trzecia ręka za nic nie chciała wyrosnąć, ani zdjąć ich z buzi synka. Nie muszę pisać, że nie był zadowolony z faktu, iż zasłaniały mu jakże ciekawy świat. Jakimś cudem udało mi się wydobyć kartę do samochodu z kieszeni, nacisnęłam przycisk, a tu nic. Drugi raz nic. Trzeci, czwarty, piąty, dziesiąty - nic! I stałam jak ta kupa nieszczęścia na deszczu, ze zdrętwiałymi już rękami i z nietęgą miną. Pomyślałam sobie, że pewnie bateria padła. O ja naiwna! Pobiegłam do domu z nadzieją, że Ukochany zostawił swoją kartę w domu. Gdy okazało się, że zostawił, pełna nadziei i nowych sił ruszyłam z powrotem. Nacisnęłam przycisk, raz, drugi, trzeci, dziesiąty... Mina ma z nietęgiej zmieniła się we wkurzoną, a z ust wyleciało niecenzuralne słowo. O zgrozo, przy dziecku! Ufolinek jakby nigdy nic rozglądał się dalej. Wyginał się przy tym przeuroczo... Rękę przestałam czuć... Ledwo doczłapałam się do domu. Oczywiście jak na złość, Ukochany przebywał akurat na szkoleniu w innym mieście i nawet nie miałam jak się z nim skontaktować :/ Była 10:50. Podjęłam szybką decyzję. Przebrałam się w wygodniejsze ciuchy, zrzuciłam obcasy, na głowę zarzuciłam komin, przepakowałam rzeczy swoje i Ufolinka z torebki do torby przy wózku, zapakowałam syna do wózka, opatuliłam kocem i ruszyłam upocona na maksa na przystanek autobusowy. Na miejscu zakupiłam bilety dla siebie i Ufolinka. Dopiero pod koniec dnia okazało się, że niepotrzebnie bo dzieci do lat trzech mają darmowe przejazdy... Na szczęście na autobus nie musiałam długo czekać, a synek stanął na wysokości zadania i całe 45 minut był grzeczny :) Napisałam smsa do męża. Oddzwonił od razu. I teraz będzie najlepsze! Zapytał mnie, dlaczego nie otworzyłam samochodu kluczykiem, który wysuwa się z karty?? Kolejne brzydkie słowo cisnęło mi się na usta, ale w końcu wytłumaczyłam sobie, że widocznie tak miało być i być może gdybym pojechała samochodem, wydarzyło by się coś złego. Tego dnia miało miejsce bardzo dużo wypadków śmiertelnych i kolizji.
Na przystanku u rodziców przekazałam wózek tacie, a sama wskoczyłam z powrotem do autobusu i udałam się do miejsca docelowego. Bez parasola, bez torebki, z telefonem i pieniędzmi w kieszeni. O mokrych włosach i rozmazanym makijażu nie wspomnę... 
O 15-tej byłam z powrotem. Zapakowałam Ufolinka i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ponownie komunikacją miejską. Synek zasnął od razu jak autobus ruszył, a ja myślałam tylko o tych wszystkich kichających i kaszlących wokół ludziach... Jak wysiadłam o mało nie urwało mi głowy. Cała drogę z autobusu do domu szłam pod wiatr. O 16-tej wykończona, przemoczona, marząca o prysznicu znalazłam się w cieplutkim, suchym domu. Uff. 
Wieczorem wrócił Ukochany. Otworzył samochód kluczykiem i normalnie odpalił... 


niedziela, 21 grudnia 2014

CO MAMA UFOLINKA ROBI GDY ON ŚPI


Jeśli nie musi akurat posprzątać, czegoś ugotować, bądź rozwiesić prania to ODPOCZYWA :)

A jak odpoczywa?
Ano albo pisze bloga albo czyta książkę albo gra w Farm Heros na FB :D Jednocześnie modli się aby dziecię spało jak najdłużej ;)
Jedna drzemka przypada akurat podczas spaceru. W ciepłe dni jak szef pozwolił mama siadała sobie na ławeczce z książką i wygrzewała się w blasku słońca przy miłej lekturze. Jednak szef nie zawsze był taki wspaniałomyślny. Czasami GPS w pupie informował go, że niedobra mama usiadła i otwierał oczy domagając się prawdziwego spaceru. A prawdziwy spacer to spacer w ruchu. Kołysanie i bujanie, im większe wyboje tym lepiej :)
Druga drzemka odbywa się już w domu i tu istnieje cień szansy, że mama w końcu będzie miała chwilę dla siebie. Niestety z każdym dniem ta chwila się skraca. Kiedyś były dwie godziny, teraz bywa tylko godzinka. Mała godzinka... A i jeszcze w międzyczasie zdarza się, że wraca tata Ufolinka. Głodny tata...
Dobrze, że dziecię zasypia najpóźniej o 20. Wtedy teoretycznie mama ma czas dla siebie. Teoretycznie, bo jest jeszcze mąż, który domaga się uwagi, przytulenia i czasami bywa bardziej absorbujący niż syn... Około godziny 21 mama myśli już tylko o poduszce i o tym, że znowu nie napisała nic na bloga, znowu nie przeczytała nawet jednej strony książki. Myśli też o tym ile razy będzie musiała wstawać w nocy... O 22 zapada w błogi sen. Chwilę później Ufolinek daje o sobie znać...





piątek, 19 grudnia 2014

JAK UBIERAĆ NIEMOWLAKA NA SPACER?


Cóż, moim zdaniem sprawa jest prosta - odpowiednio do pory roku ;) Powiedziała co wiedziała :D
A tak na poważnie. Wychodzę z założenia. że ubierając dziecko zbyt ciepło, a tym samym przegrzewając je wyrządzam mu więcej szkody niż pożytku. Ufolinka ubieram od samego początku tak samo jak siebie plus dodatkowa warstwa czyli odpowiedni do pory roku kocyk. No chyba, że żar się leje z nieba, to wtedy bez kocyka. Ufolinek przyszedł na świat w lipcu, w samym środku upalnego lata. Już w szpitalu ubrany był tylko w body z krótkim rękawkiem i skarpetki. Czapeczkę miał tylko kilka godzin po porodzie. Okno było otwarte cały czas, nawet w nocy. Ze zgrozą patrzyłam na biedne noworodki w długich rękawkach, z czapą na głowie, ciasno opatulone kocykiem lub zawinięte w rożek. I na nic się zdawały upomnienia położnych, żeby dać dzieciom odetchnąć, bo pewnie krzyczą nie dlatego że są głodne, ale właśnie z przegrzania. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że maluchom jest zimniej niż nam. Sami wiecie jakie upalne lato było w tym roku. Ufolinek praktycznie cały lipiec i sierpień używał tylko bodziaków z krótkimi rękawkami. Musiałam nawet kilka dokupić. Za to cała reszta ubranek leżała zapomniana w szafie. 

A tak spał sobie na działce mając 17 dni :)


Zwykle miał założoną czapeczkę, ale tego dnia musiało być wybitnie gorąco i bezwietrznie.

Pewnie znacznie gorzej mają maluchy urodzone zimą. Ja też nie raz zastanawiałam się czy dobrze ubrałam synka jak na dworze było poniżej 0 stopni. Ale i w tym przypadku postanowiłam posłuchać intuicji i ubieram go tak samo jak siebie, a dodatkowo okrywam grubym kocykiem i  zakładam nakładkę na wózek. I tak na przykład przy -5 stopniach Mały ma na sobie body z długim rękawem, skarpetki, spodenki dresowe, sztruksy albo jeansy, sweterek, czapę i na to kombinezon oraz oczywiście gruba warstwa kremu na buziaka :) Zawsze jak wracamy ze spacerku i wyjmuję go z kombinezonu jest cieplutki jak świeżo upieczona bułeczka :) I tylko rumieńce na policzkach oraz zaczerwieniony nosek wskazują na to, że przebywał ponad godzinę na mrozie.

A oto Ufolinek na zimowym spacerku :)





poniedziałek, 15 grudnia 2014

MACIERZYŃSTWO - BEZ LUKRU


Macierzyństwo to niewątpliwie najbardziej niezwykła i w moim mniemaniu najpiękniejsza rzecz jaka może spotkać kobietę w życiu. Ale nie znaczy to, że zawsze jest pięknie i kolorowo. I nie dajmy się zwieść reklamom telewizyjnym czy zdjęciom w kolorowych czasopismach ukazującym obraz uśmiechniętych rodzin, obraz jak z bajki. Nie zawsze tak jest. Jednak rzadko kto o tym wspomina głośno, bo przecież matka nie może narzekać na swoje dziecko albo na swoje życie. Bo przecież ma fajnie. Nie pracuje, siedzi w domu, nic nie robi i jeszcze narzeka. Poza tym w końcu mamy czego chciałyśmy. No pewnie, że tak. Mamy poczucie ogromnego szczęścia gdy patrzymy na naszego rozwijającego się szkraba, a fala miłości zalewa nas za każdym razem gdy się do nas uśmiecha :) Ale jest jeszcze druga strona medalu... Strona, o której się głośno nie mówi. Temat tabu.

Nigdy nie łudziłam się, że macierzyństwo jest usłane różami. Aż nadto zdawałam sobie sprawę z jego ciemnych stron. Dlatego też długo zwlekałam z decyzją o zostaniu mamą. 
Bo prawda jest taka, że choć macierzyństwo jest piękne, jest też bardzo, bardzo męczące i wymaga niemałych poświęceń.  Jednak większość znanych mi mam o tym nie mówi. Bo co? Bo nie wypada? Przecież my mamy i tak wiemy, że nie zawsze jest różowo, że jesteśmy niewyspane, przemęczone i czasami mamy wszystkiego dosyć. I tak zdradzają nas cienie pod oczami, a nierzadko łzy w oczach.

Nie wierzę, że są mamy które nie mają momentów słabości, które nie tęsknią za w pełni przespaną nocą, czy za czasami gdy wracały z pracy i jedynym ich zmartwieniem było co przygotować na obiad. A potem mogły się położyć z książką pod kocykiem i odpoczywać do woli. Za czasami kiedy zawsze miały czas dla siebie i męża, na swoje pasje i przyjemności.

Macierzyństwo to ciężka praca i to praca 24 godziny na dobę. Praca nieprzewidywalna, wyczerpująca zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nasz szef jest niezwykle wymagający i zdarza się, że nie daje nam chwili wytchnienia. Bywają dni, że ciągle marudzi bądź płacze. Niby jest głodny, ale jeść nie chce, niby jest senny, ale spać nie chce, nie daje się zabawić i ogólnie nic mu się nie podoba. I można sobie tłumaczyć, że to tylko kolejny skok rozwojowy i że wkrótce będzie lepiej. Tylko że czasami to wkrótce wydaje się takie odległe... A my jesteśmy wykończone, bezsilne, bliskie łez albo już nawet łzami zalane. 

Najbardziej żal mi mam, które miały zupełnie inne wyobrażenie na temat macierzyństwa, wyobrażenie reklamowe. Bo konfrontacja z rzeczywistością może okazać się bardzo bolesna i niejednokrotnie doprowadza mamy do depresji poporodowej. Ale to temat na osobnego posta. W każdym razie cieszę się, że mnie póki co to diabelstwo nie dopadło. I choć zdarzają mi się gorsze dni, chociaż zdarza mi się popłakać, to jednak po burzy przychodzi słońce i jakoś to wszystko się kręci :)
A Ufolinek potrafi wynagrodzić nawet te najgorsze chwile. Wystarczy skrzat, że się uśmiechnie :D



piątek, 12 grudnia 2014

IDEALNA MAMA


Czy mama idealna istnieje? Kto to taki? Może ja nią jestem?

Mama idealna jawi mi się jako taka która:

  • jest cierpliwa, cierpliwa i jeszcze raz cierpliwa
  • posiada dar przewidywania
  • ma tężyznę fizyczną ;)
  • jest kreatywna
  • która do perfekcji ma opanowaną umiejętność spania w nocy 3 godziny w 6 ratach
  • ma wieczny uśmiech na twarzy
  • ma oczy dookoła głowy
  • rezygnuje z własnych przyjemności i pasji dla dobra dziecka

A jak powyższe ma się do mnie. Cóż...
Cierpliwość nigdy nie należała do moich zalet... Ale pracuje nad tym :)
Potrafię wiele rzeczy przewidzieć, ale czas pewnie pokaże że nie wszystkie.
Nad moją tężyzną fizyczną codziennie pracuje mój ważący już 8,5 kg syn oraz jego wózek, więc nie jest źle.
Z kreatywnością u mnie raczej kiepsko, ale od czego jest internet ;)
Umiejętność spania w rozmaitych kombinacjach, nawet 10 razy po pół godziny w nocy mam opanowaną do perfekcji :D
Uśmiech na twarzy mej wieczny nie jest. A nawet o zgrozo pojawia się na niej niezadowolona mina, a czasami nawet wkurzona...
Oczy dookoła głowy staram się mieć - pewnie ta umiejętność przyda mi się najbardziej za czas jakiś, jak Ufolinek zacznie się samodzielnie przemieszczać.
Nadal czytam książki, oglądam swoje ulubione programy, wyrywam się na zakupy. Ba! Nawet prowadzę bloga! :) 

Oj, daleko mi do idealnej matki... Ale wiecie co, nie przejmuje się tym. Bo Ufolinek nie potrzebuje idealnej mamy, tylko takiej która go kocha ponad wszystko :)




czwartek, 4 grudnia 2014

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - PIĄTY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Wczoraj Ufolinek skończył pięć miesięcy.
Miniony miesiąc przyniósł:


  • kolejny skok rozwojowy - strasznie dłuuuugi! Ciągnął się od połowy czwartego miesiąca przez jakieś cztery tygodnie. Na szczęście już za nami. Ufolinek znowu jest kochanym, spokojnym chłopczykiem :)
  • pierwszy ząbek - wróżka zębuszka nawiedziła Ufolinka w Andrzejki :) - więcej tutaj.
  • kolejne szczepienie - bez łez i objawów poszczepiennych (teraz jeszcze jedno wkłucie w siódmym miesiącu i pół roku spokoju)
  • rozszerzenie diety Ufolinka o obiadki, deserki, soczki i kleiki - już wkrótce będzie na ten temat osobny post. Powiem tylko tyle, że synek jest wniebowzięty :D


PODSUMOWANIE:

waga: 8000 g

rozmiar: 68/74

umiejętności: 
  • robi mostek (wygina się w pałąk utrudniając założenie pieluszki, ubieranie itp.)
  • wędruje po całym łóżeczku (po 10 minutach znajduję go w drugim końcu obróconego o 180 stopni)
  • przekręca się z pleców na boki, z boku na brzuszek
  • coraz dłużej może leżeć na brzuszku
  • nadal wyrywa się do siadania
  • wyciąga rączki po zabawkę
  • długo i uważnie przygląda się zabawkom (chyba dostrzega więcej szczegółów)
  • pięknie je łyżeczką
  • chwyta stopy i próbuje włożyć do buzi
  • lepiej reaguje na źródło dźwięku

dolegliwości:
  • związane z ząbkowaniem


A oto pięciomiesięczny Ufolinek :)


Obiadek w brzuszku = zadowolony Ufolinek :)

Dziękuję synku, że w końcu raczyłeś spojrzeć w obiektyw ;)

Na macie fajnie jest :)

Wcześniejsze miesiące:


środa, 3 grudnia 2014

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - CZWARTY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Czwarty miesiąc życia Ufolinka był najbardziej intensywny pod względem jego rozwoju z dotychczasowych. A zarazem najtrudniejszy dla jego mamy ze względu na kolejny skok rozwojowy syna oraz nocne wstawanie. Ale po kolei:


  • Gdy Ufolinek skończył trzy miesiące postanowiliśmy przenieść go do własnego pokoiku. W związku z tym, że od około miesiąca przesypiał całe noce od 20 do 6 bez karmienia i wybudzania się, uznaliśmy, że to dobry moment. Wszystko odbyło się bez żadnego problemu. Więcej na ten temat tutaj.


  • Pod koniec czwartego miesiąca synek zaczął źle sypiać. Zasypiał ładnie jak zwykle, ale potrafił w ciągu nocy budzić się od dwóch do sześciu razy, czasami co godzinę. Nie płakał, ale pojękiwał cichutko nie mogąc znaleźć smoczka. Musiałam do niego chodzić, ułożyć go na boczku i podać smoczek. Zasypiał ponownie bez problemu, czego nie można powiedzieć o jego mamie... Trwa to niestety do dzisiaj, przez co nabawiłam się chyba jakichś zaburzeń snu, bo często nie mogę zasnąć ani wieczorem, ani po nocnej wizycie u synka. Kilka razy zdarzyło się, że obudziłam się w nocy i przez trzy godziny nie mogłam usnąć. Kupiłam nawet tabletki ziołowe na sen, ale nie pomogły. Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów. Zawsze, nawet jak miałam jakieś zmartwienia, wystarczyło że przyłożyłam głowę do poduszki i zapadałam w błogi  sen. Nie muszę chyba pisać, że wyglądam niczym zombi, że czasami mam wszystkiego dosyć i marzę o jednej w pełni przespanej nocy. Oczywiście szukaliśmy przyczyn takiego stanu rzeczy. Zamieniliśmy mu śpiworek na kołderkę - więcej na ten temat tutaj. Przez dwie noce było ok. Cieszyliśmy się, że wszystko wróciło do normy. Tymczasem trzeciej nocy znowu zaczął się wybudzać :/ Zaczęłam mu do nocnej butelki dawać kropelki na gazy, bo miałam wrażenie, że to one go męczą. Myślę, że trochę pomogło. Oglądałam mu dziąsełka, ale nie były ani spuchnięte, ani zaczerwienione. W końcu jednak zaczęłam mu je smarować żelem na ząbkowanie. Teraz już wiem, że prawdopodobnie to właśnie dolne jedynki dają się Ufolinkowi we znaki. Ale czytałam również, że dzieci w tym wieku często wybudzają się w nocy po prostu z nadmiaru wrażeń w ciągu dnia, najczęściej podczas skoku rozwojowego, o którym poniżej.


  • Pod koniec czwartego miesiąca ktoś podmienił nam dziecko! Zabrał naszego aniołka i w zamian zostawił jakiegoś małego wciąż marudzącego złośnika, z którym czasami ciężko było wytrzymać. Mały wszedł w kolejny skok rozwojowy, który ciągnął się jeszcze przez dwa pierwsze tygodnie piątego miesiąca. Skoki rozwojowe zdecydowanie fajne nie są...



PODSUMOWANIE

waga: 7300 g

rozmiar: 68

umiejętności:

  • coraz dłużej wytrzymuje leżąc na brzuszku
  • gdy się go posadzi utrzymuje się chwilę w tej pozycji
  • coraz precyzyjniej chwyta zabawki
  • głośno się śmieje
  • piszczy
  • wytyka język
  • cały czas wyrywa się do siadania

dolegliwości: 

  • wybudza się w nocy - prawdopodobnie przez wyrzynające się ząbki


Wcześniejsze miesiące:


niedziela, 30 listopada 2014

SZCZEPIENIA


Przychodzi taki czas, że musimy zastanowić się czy chcemy szczepić nasze dziecko. Jeśli tak to na co chcemy szczepić i czy chcemy to zrobić w ramach NFZ czy odpłatnie.
Ja jeszcze będąc w ciąży wypytywałam znajomych, zaglądałam na fora internetowe, czytałam artykuły poświęcone szczepieniom. Przekonałam się, że jest to temat rzeka i że decyzję musimy podjąć sami, gdyż zdania są bardzo podzielone. Od niektórych opowieści włosy jeżyły mi się na głowie. Niektórzy uważają, że szczepionki mają zbyt wiele skutków ubocznych, inni że grzechem jest nie zaszczepić własnego dziecka. 
Ja jedno co wiedziałam, to to że szczepić chcę. Pytanie jak i na co. Gdy Ufolinek był już na świecie radziłam się położnej środowiskowej, pediatry, ale nikt jednoznacznie nie chciał mi powiedzieć co mam zrobić. Zdanie zmieniałam kilkakrotnie. Był nawet taki moment, że chciałam go zaszczepić na wszystko (naczytałam się za dużo historii o chorych dzieciach nie zaszczepionych np. na pneumokoki). 
Ostatecznie zdecydowałam się na szczepionki odpłatne: program na 5-tkę - 120 zł x 4 i rota wirusy - 300 zł x 2. Wybraliśmy 5w1 gdyż cena jest dużo niższa niż za 6w1, a różnica polega na tym, że w 2 i 7 miesiącu życia dziecka trzeba zaszczepić je dodatkowo na WZW typu B. Z racji tego, że na razie Ufolinek jest ze mną w domu, a potem będzie u babci i nie będzie miał kontaktu z dziećmi odpuściliśmy pneumokoki. Dopiero jak pójdzie do przedszkola to go zaszczepimy. 

Poniżej można zobaczyć jak dokładnie to wygląda i ile wkłuć będzie miało nasze dziecko jeśli wybierzemy szczepionki bezpłatne, a ile jeśli wybierzemy program na 5-tkę lub 6-tkę.












Za nami już trzy wizyty szczepienne. Dwa pierwsze razy Ufolinek po samym zastrzyku troszkę płakał, za trzecim razem nie uronił ani jednej łezki - dzielny chłopak :) Po żadnym szczepieniu nie gorączkował, nie miał odczynu poszczepiennego ani innych przykrych dolegliwości. Po pierwszym spał trochę więcej niż zwykle i to by było na tyle :) 
Mam nadzieję, że dokonałam słusznego wyboru...


sobota, 29 listopada 2014

KOLKA NIEMOWLĘCA - ZMORA RODZICÓW!


KOLKA NIEMOWLĘCA - CÓŻ TO TAKIEGO?

Kolką niemowlęcą określamy napadowy płacz, nie dający się ukoić. Niemowlę zaczyna bardzo płakać, pręży się i podkurcza nóżki. Brzuszek dziecka jest powiększony i zazwyczaj twardy. Atak kolki pojawia się nagle i może trwać od kilku minut do kilku godzin. Zwykle pojawia się około trzeciego tygodnia życia dziecka i trwa przez około trzy miesiące, choć niestety może też doskwierać większym niemowlakom. W Chinach okres, w którym u nowo narodzonego dziecka występują ataki kolki nazywany jest "100 dni płaczu". Najintensywniejsze kolki przypadają między 6 a 8 tygodniem życia. Na kolkę cierpią zarówno dzieci karmione piersią jak i mlekiem modyfikowanym.

PRZYCZYNY:

Tak naprawdę nie wiadomo dokładnie, co jest przyczyną występowania kolki. Bierze się pod uwagę kilka czynników, które mogą ją powodować:

  • niedojrzałość układu pokarmowego i związana z nią nieprawidłowa praca jelit
  • niedojrzałość układu nerwowego
  • łykanie powietrza podczas jedzenia
  • wrażliwość na niektóre pokarmy mamy karmiącej piersią, szczególnie białko mleka krowiego.

JAK ZAPOBIEGAĆ?

  • dbać o to aby maluch nie łykał powietrza (dobrze się przyssał, a jak pije z butelki miał dobrze dobrane smoczki)
  • dbać aby maluch zawsze odbił po jedzeniu
  • w przypadku karmienia piersią przestrzegać diety dla matek karmiących
  • kłaść malucha często na brzuszku
  • ograniczyć maluchowi ilość wrażeń w ciągu dnia

JAK POMÓC MALUCHOWI?

  • przytulać
  • masować brzuszek zgodnie z ruchem wskazówek zegara
  • zrobić ciepłą kąpiel
  • przykładać do brzuszka ciepły termofor lub nagrzaną pieluszkę
  • podawać specjalne kropelki na kolkę dla niemowląt

JAK TO BYŁO U NAS

Niestety kolka nas nie ominęła :( Piszę nas, gdyż dotyka ona nie tylko dziecko, ale także jego rodziców, którzy cierpią razem z maluszkiem.
Wszystko zaczęło się pomiędzy drugim a trzecim tygodniem życia Ufolinka. Jeden z pierwszych ataków przypadł akurat na wizytę pani doktor, która przyszła do nas na wizytę zapoznawczą. Zdiagnozowała kolkę. Tym samym potwierdziła moje obawy.
Poradziła aby wykupić kropelki na kolkę Espumisan oraz w razie niemożności uspokojenia Małego czopki homeopatyczne Viburcol.
Espumisan nic nie pomógł. Kolejne kropelki Infacol również. Ufolinek tak przeraźliwie płakał, że serce mi pękało. To nawet nie jest płacz, tylko niesamowity wrzask cierpiącego dziecka. Coś trudnego do opisania. Ataki miał kilka razy na dobę. Masowaliśmy i ogrzewaliśmy mu brzuszek, zmieniliśmy mleczko na Bebilon Comfort dla niemowląt cierpiących na kolkę i zaparcia, tuliliśmy i nic nie pomagało. Jedynie po czopkach Viburcol na kilka godzin się uspokajał. Ale ile można dziecku pakować czopki. Miałam przed sobą wizję "100 dni płaczu" i byłam załamana naszą bezsilnością. Płakał synek i płakałam ja. Jedyne co na chwilę pomagało to dźwięk suszarki. Gdy tylko ją włączaliśmy momentalnie płacz się urywał. Dzieje się tak dlatego, że szum suszarki przypomina dźwięki z brzucha mamy, co uspokaja większość dzieci. Przeczytałam wówczas chyba wszystko co możliwe o kolce. Przeczesałam wszystkie fora w poszukiwaniu pomocy dla Małego i dla nas, wypróbowałam wszystkie metody i w końcu zdecydowałam się kupić kropelki Sab Simplex. Wielu rodziców je polecało, a jedyna trudność polegała na tym, że nie są dostępne w Polsce tylko w Niemczech. Akurat tak się złożyło, że znajomi teściów, którzy mieszkają w Niemczech przyjeżdżali na urlop do Polski. Poprosiliśmy ich aby kupili nam dwie buteleczki. Zaczęliśmy podawać Małemu zgodnie z tym co było napisane na ulotce po 15 kropelek do każdej butelki z mlekiem. Tego samego dnia kolka nas opuściła! :) Przepadła raz na zawsze :) A my odetchnęliśmy z ulgą i wróciliśmy do równowagi psychicznej. Sab Simplex podawaliśmy do każdej butelki do końca ukończenia przez Ufolinka trzeciego miesiąca życia. Niestety jest to spory wydatek, ponieważ kropelki przy takim dawkowaniu wystarczają na zaledwie tydzień, a kosztują około 40 zł... Ale naprawdę są bezcenne w walce z kolką i nie jest to tylko moje zdanie. Można je kupić przez internet, ale trzeba zwrócić uwagę aby były niemieckie, bo ponoć są też czeskie, ale nie aż tak skuteczne.

U nas walka z kolką trwała około tygodnia. Nie wyobrażam sobie aby trwała sto dni. Bezsilność i dzwoniący w uszach krzyk własnego dziecka potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi i załamać. Znam pary, które walczyły z kolką kilka ciężkich tygodni. Płakała ona, płakał on, rodzicielstwo ich nie cieszyło. Na szczęście prędzej czy później kolka mija. Dziecko po prostu z niej wyrasta.
I tym optymistycznym akcentem kończę, życząc Wam bezkolkowych dzieciaczków :)




czwartek, 27 listopada 2014

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - TRZECI MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Dzisiaj trzeci miesiąc życia Ufolinka w formie małej fotorelacji :)


  • moje dziecię nabrało rozumnego spojrzenia :)



  • ulubione zajęcie synka Ufolinka - wylegiwanie się na słoneczku :) Ma to po mnie :) A że trochę tyłem do słoneczka, cóż ;)




  • leżenie na brzuszku sprawia coraz większą frajdę, a mamę prowokuje do biegania z aparatem :)



  • karuzelka nadal wzbudza entuzjazm - Ufolinek potrafi przeleżeć pod nią jednorazowo pół godziny, dzięki czemu mama ma trochę czasu dla siebie :)



  • chrzciny - wielki dzień Ufolinka (więcej tutaj)



  • kolejne szczepienia - trochę płaczu przy wkłuciu i na szczęście żadnych objawów poszczepiennych.


PODSUMOWANIE:

waga: 6300 g

rozmiar: 68

umiejętności:
  • leżąc na brzuszku wysoko podnosi głowę opierając się na przedramionach
  • w pozycji pionowej sztywno trzyma główkę przez długi czas
  • potrafi przekręcić się z brzuszka na plecki, ale to chyba na razie przypadkowe działanie
  • wodzi wzrokiem za osobą lub przedmiotem
  • potrafi chwytać i utrzymać przedmiot
  • odkrył rączki - wciąż je ogląda, dotyka, wkłada do buzi
  • wszystko co trafia do jego rąk wkłada do buzi
  • próbuje siadać skrzat mały !!!
  • funkcjonuje według określonego planu dnia :)

dolegliwości: brak


Wcześniejsze miesiące:
PIERWSZY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA
DRUGI MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


wtorek, 25 listopada 2014

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - DRUGI MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Drugi miesiąc minął nam pod znakiem spacerów i działkowania w upalne dni minionego lata. 

Miały też miejsce dość ważne wydarzenia:

  • pierwsze szczepienie - syn był dzielny, popłakał chwilkę (mama przeżyła to gorzej...), a potem przez około dwie doby spał więcej niż zwykle. Na szczęście nie gorączkował i nie miał innych objawów poszczepiennych.

  • Ufolinek dostał od babci i dziadka karuzelkę (wybierali rodzice), która od razu przypadła mu do gustu i do dzisiaj wzbudza niemały entuzjazm i prowokuje do głużenia i piszczenia :)






  • Ufolinek dostał z utęsknieniem wyczekiwany leżaczek. Nie wiem kogo bardziej uszczęśliwił mnie czy syna ;) Do dzisiaj gadżet numer jeden !!!





  • Ufolinek po raz pierwszy się uśmiechnął :))))))) - zdjęcia brak, bo jak tylko widzi aparat robi poważną minę skrzat jeden! :D



PODSUMOWANIE:

Waga: 5500 g

Umiejętności:
  • trzyma główkę w pozycji pionowej i leżąc na brzuszku
  • uśmiecha się
  • głuży
  • wodzi wzrokiem za zabawką

Dolegliwości: 
  • brak





poniedziałek, 24 listopada 2014

MIESIĘCZNE WYDATKI NA NIEMOWLAKA - ILE WYDAJEMY NA UFOLINKA


Oto koszty jakie ponieśliśmy na naszego Ufolinka w poszczególnych miesiącach nie licząc ubranek:

LIPIEC:
  • mleko - 162 zł (Bebiko 1)
  • pieluchy - 90 zł  (Dada)
  • chusteczki - 24 zł (Dada)
  • kosmetyki - 52 zł (2xLinomag, żel do kąpieli Hipp, oliwka Hipp)
  • leki - 80 zł (Infacol, Espumisan,Witamina D, Viburcol)
  • inne - 35 zł (suszarka do butelek)

Łącznie - 443 zł


SIERPIEŃ:
  • mleko - 257 zł (zmiana mleka na Bebilon Comfort - droższe niż poprzednie)
  • pieluchy - 90 zł (Dada)
  • chusteczki - 18 zł (Dada)
  • kosmetyki - 84 zł (2xLinomag, Oilatum 500ml, krem do buzi Hipp)
  • leki - 65 zł (kateter rektalny, witamina D)
  • inne - 67 zł (większe butelki)
  • szczepienie - 420 zł (5w1, rotawirusy)
  • kropelki na kolkę - 160 zł

Łącznie - 1161 zł


WRZESIEŃ:
  • mleko - 285 zł (Bebilon Comfort)
  • pieluchy - 90 zł (Dada)
  • chusteczki - 16 zł (Dada)
  • kosmetyki - 63 zł (2xLinomag, Emolium 400ml)
  • leki - 11 zł (witamina D)
  • inne - 60 zł (głównie smoczki 3+)
  • kropelki na kolkę - 160 zł

Łącznie - 685 zł


PAŹDZIERNIK:
  • mleko - 285 zł (Bebilon Comfort)
  • pieluchy - 80zł (Dada)
  • chusteczki - 14 zł (Dada)
  • kosmetyki - 65 zł (2xLinomag, krem na każdą pogodę Nivea, Oillan 500ml)
  • leki - 11 zł (witamina D)
  • szczepienia - 420 zł (5w1, rotawirusy)

Łącznie - 875 zł


LISTOPAD:
  • mleko - 242 zł (w połowie miesiąca zmiana na Bebilon)
  • słoiczki - 80 zł/
  • soczki i herbatki - 32 zł
  • kleiki - 8 zł
  • pieluchy - 80 zł (Dada)
  • chusteczki - 14 zł (Dada)
  • kosmetyki - 61 zł (2xLinomag, Oillan 500ml, krem do buźki Nivea)
  • leki 18 zł (Dentox N na dziąsła)
  • szczepienia - 120 zł (5w1)

Łącznie - 655 zł


Jak widzicie, sporo tego. A trzeba jeszcze wspomnieć o większych rachunkach za prąd, gaz, wodę czy wywóz śmieci. 
Oczywiście staram się oszczędzać jak tylko mogę. Pewnie zauważyliście, że zarówno pieluchy jak i chusteczki kupuję w Biedronce. Poza tym mleko czy kosmetyki kupuję zwykle w promocji lub na Allegro, a leki w najtańszej znanej mi aptece.
W listopadzie odpadły w końcu kropelki na kolkę, a także po raz ostatni płaciliśmy za szczepienia (teraz dopiero za około rok). Przeszliśmy też na zwykły Bebilon, który jest znacznie tańszy niż Bebilon Comfort, który synek pił wcześniej. Za to doszły wydatki na słoiczki, soczki, kleiki. 

Oczywiście można wydawać mniej o ile dziecko nie choruje, karmi się piersią i nie ma potrzeby używać emolientów. Ale niestety tego nie można przewidzieć i trzeba liczyć się z wydatkami...
Szczepienia również można sobie odpuścić, ale o tym już wkrótce.

Cóż, pozostaje nam postrzegać dziecko jako najlepszą inwestycję :) Przecież to święta prawda :)


Wydatki jakie ponosimy podczas ciąży - tutaj
Wydatki jakie ponosimy kompletując wyprawkę - tutaj



niedziela, 23 listopada 2014

ROZWÓJ NIEMOWLAKA - PIERWSZY MIESIĄC ŻYCIA UFOLINKA


Pierwszy miesiąc życia naszego Malucha upłynął nam na wzajemnym poznawaniu się i docieraniu.

Synek od początku był dzieckiem raczej bezproblemowym. Ładnie jadł, ładnie spał, ładnie przybierał na wadze, niewiele płakał i dość szybko przyzwyczajał się do nowych sytuacji.

Pierwszy miesiąc to wiadomo pierwsze razy:

  • pierwsza noc w domu - ładnie przespana z przerwami na karmienie
  • pierwsza kąpiel - pierwsze kąpiele nie należały do jego ulubionej formy rozrywki, ale już po tygodniu sprawa wyglądała zupełnie inaczej :)
  • pierwszy spacer - z racji tego, że był upalny lipiec odbył się już w ósmym dniu życia Ufolinka
  • pierwsza kolka - o tym już wkrótce napiszę osobnego posta
  • pierwsza wizyta położnej środowiskowej - bardzo miła i pomocna kobieta. Obejrzała Małego, zważyła, odpowiedziała na wszystkie moje pytania.
  • pierwsze godziny sam na sam z tatą - gdy wyrodna matka w drugim tygodniu życia synka wyrwała się na trzy godzinki z domu by nadrobić zakupowe zaległości z okresu ciąży :) I żeby nie było załatwiła też kilka ważnych spraw typu zapisanie Ufolina do przychodni czy wizyta w PZU w celu wypłacenia świadczenia za urodzenie dziecka.
  • pierwsze chwile sam na sam z dziadkami - gdy wyrodni rodzice w trzecim tygodniu życia potomka udali się na kilka godzin do znajomego na trzydzieste urodziny
  • pierwszy całodniowy pobyt na działce - w drugim tygodniu życia - praktycznie cały dzień przespany. Nie ma jak świeże powietrze :)
  • pierwsze odwiedziny cioci, wujka, cioci z wujkiem, kuzyna, kuzynki, babci, dziadka, babci z dziadkiem itp itd :D
  • pierwsze dni sam na sam z mamą - gdy tata wrócił po dwutygodniowym urlopie ojcowskim do pracy (oj lepiej mamie było z tatą ;) )
  • pierwsze frustracje i łzy mamy Ufolinka - gdy dziecię odkryło, że wiszenie kilka godzin na mamie jest fajne... Na szczęście wkrótce o tym zapomniał, a mama wróciła do równowagi psychicznej :)

Niby dopiero co się urodził, a ja już jak przez mgłę pamiętam jego pierwszy miesiąc. Szkoda, że już wtedy nie zaczęłam pisać bloga :(


PODSUMOWANIE:

waga: 4400 g

rozmiar: 62

umiejętności: 
  • samodzielne zasypianie
  • przekręcanie główki podczas leżenia na brzuszku
  • mocne zaciskanie rączki na podanym palcu
  • nawiązywanie kontaktu wzrokowego

dolegliwości: 
  • kolka


A oto trzytygodniowy Ufolinek :)





czwartek, 20 listopada 2014

WYPRAWKA NIEMOWLAKA - NIEZBĘDNIKI UFOLINKA I PARĘ ZBĘDNIKÓW


W wyprawce Ufolinka znalazły się:


- SPANIE:

  • łóżeczko firmy Klupś z zajączkiem :)
  • materacyk z wkładem gryczano-koksowym
  • podkład na materac
  • kołdra i poduszka
  • trzy prześcieradła bawełniane
  • dwa komplety pościeli z z satyny bawełnianej
  • rożek miękki bawełniany
  • dwa kocyki - jeden bawełniany, drugi z polarku

- KARMIENIE:

  • zestaw startowy butelek Avent
  • podgrzewacz do butelek Happy Family
  • trzy pojemniki na mleko Avent
  • termoopakowanie do butelki Tommy Tippee

- KĄPIEL:

  • wanienka - najzwyklejsza
  • termometr do wanienki Baby Ono
  • dwa okrycia kąpielowe

- PIELĘGNACJA I ŚRODKI HIGIENICZNE:

  • przewijak Ceba Baby
  • podkład na przewijak
  • pieluchy jednorazowe - Pampers New Born i Dada New Born
  • zapachowe woreczki na pieluchy - Paklanki
  • chusteczki nawilżane - Dada niebieskie
  • płatki kosmetyczne - Cleanic Kindii
  • gaziki jałowe
  • patyczki higieniczne z ogranicznikiem - Cleanic Kindii
  • żel do mycia ciała i włosów Hipp
  • oliwka Hipp
  • krem do pupy Linomag z witaminą A i E
  • proszki dziecięce Lovela - do prania białego w proszku, do kolorowego w żelu
  • nożyczki Baby Ono
  • szczotka do włosów Baby Ono

- APTECZKA: (więcej o apteczce tutaj )

  • termometr elektroniczny do czoła i ucha Baby Ono
  • ocenisept
  • paracetamol w czopkach
  • witamina D
  • aspirator do nosa Frida
  • roztwór soli morskiej do nosa
  • sól fizjologiczna
  • sudocrem 

POZOSTAŁE:

  • 20 sztuk pieluch tetrowych
  • 5 sztuk pieluch flanelowych
  • dwa smoczki Avent
  • pojemnik na smoczek
  • kilka zabawek (przytulanka, piłeczka, grzechotka)
  • leżaczek bujaczek Fisher Price - cudowny wynalazek!
  • mata edukacyjna
  • karuzelka na łóżeczko

UBRANIA:

  • pajacyki - 2 szt w rozmiarze 56 i 3 szt w rozmiarze 62
  • śpiochy - 2 szt w rozmiarze 56 i 3 szt w rozmiarze 62
  • body z krótkim rękawem - 2 szt w rozmiarze 56 i 3 szt w rozmiarze 62
  • body z długim rękawem - 2 szt w rozmiarze 56 i 3 szt w rozmiarze 62
  • półśpiochy - 2 szt w rozmiarze 62
  • spodenki - 2 szt w rozmiarze 62
  • dresik - w rozmiarze 62
  • sweterki - 2 szt w rozmiarze 62
  • czapeczki - 2 szt w rozmiarze 36
  • skarpetki - 6 par w rozmiarze najmniejszym
  • łapki niedrapki - 2 pary
  • bluzy - 2 szt w rozmiarze 62
  • bluzeczki - 2 szt w rozmiarze 62

Ponadto oczywiście automobil dla naszego potomka - u nas wózek trzyfunkcyjny.

Muszę przyznać, że większość zakupionych rzeczy była trafiona. A czego bym po raz drugi nie kupiła? Na pewno:

  • termometru do ucha, który kosztował prawie sto złotych, a okazał się bublem, który za każdym razem pokazywał inny pomiar. W rezultacie pozbyłam się go, a w zamian kupiłam w aptece zwykły elektroniczny termometr za kilkanaście złotych.
  • termoopakowania, które praktycznie wcale nie trzymało temperatury wody w butelce. Na jego miejsce kupiłam mały termos, który sprawdza się znakomicie.
  • śpiochów - pajace o niebo lepsze i bardziej funkcjonalne
  • z zakupem kołderki, poduszki i pościeli można spokojnie poczekać, bo dziecko na początku i tak zwykle śpi w rożku lub pod kocykiem. Ufolinek dopiero w dwudziestym tygodniu życia, czyli parę dni temu zaczął spać pod kołderką.

Jeśli chcecie przy każdej rzeczy mogę podać cenę, bo mam gdzieś porobione notatki.
Ogólny kosztorys - tutaj