Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetestowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetestowane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 czerwca 2016

ZMIANA ŁÓŻECZKA NA ŁÓŻKO - NOWY NABYTEK UFOLINKA :)


Ostatnio w życiu Ufolinka zaszła bardzo istotna zmiana. Mianowicie kupiliśmy mu nowe łóżko :) Uznałam, że skoro wkrótce kończy dwa latka przyszedł czas na danie mu odrobiny wolności :) Początkowo chcieliśmy z tym poczekać jeszcze około pół roku. Mały przez sen sporo się rusza, raz śpi w poprzek, raz w jednym, raz w drugim końcu łóżeczka. Pozostawiony na środku w naszym ogromnym łóżku potrafił spaść po pół godzinie. Także o normalnym łóżku nawet ze specjalną barierką raczej nie było mowy. Przypadkiem natknęłam się na poniższe zdjęcie. 



Uznałam, że jest to świetne rozwiązanie dla Ufolinka. Nie dość, że łóżko jest autem, co w oczach synka – fana motoryzacji czyni je wyjątkowym, to jeszcze nie ma opcji aby z niego wypadł. Fakt, że łóżko jest dość małe i myślę, że wystarczy mu raptem na jakieś trzy lata, ale tak się w nim zakochałam, że nie mogłam się oprzeć :)

Producentem łóżka jest renomowana amerykańska firma Little Tikes słynąca z produkcji zabawek ogrodowych. Łóżko wykonane jest solidnie, z dbałością o szczegóły, z wysokiej jakości tworzywa. W zestawie znajduje się drewniany stelaż oraz piankowy materac. Montaż jest bardzo prosty, a łóżko prezentuje się znakomicie :) Zdecydowaliśmy się na niebieski kolor.


 Pewnie jesteście ciekawi jak teraz wygląda zasypianie. Stali czytelnicy wiedzą, że od urodzenia Ufolinek zasypiał sam w łóżeczku. Po prostu go odkładaliśmy, a on po kilku minutach zapadał w błogi sen. Oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły i kilkudniowe okresy gdy łóżeczko go „parzyło”. Wówczas zasypiał w naszym łóżku, po czym przenosiliśmy go do łóżeczka. Mieliśmy o tyle dobrze, że po przebudzeniu nie wołał nas tylko jeszcze jakiś czas sobie leżał. Dla własnej wygody nie wyjęliśmy mu nigdy szczebelek, aby mieć rano jeszcze chwilę dla siebie. Aż tu nagle taka rewolucja!

Mały pierwszego dnia był tak oszołomiony wolnością, że biegał tam i z powrotem po pokoju i ciągle otwierał przymknięte drzwi by sprawdzić o co chodzi :) O ile na początku było to nawet zabawne, to teraz już nie jest… Niestety cały czas trudno mu się wyciszyć w nowym łóżku i robi wszystko poza spaniem. Wyciąga zabawki z szafek, majstruje przy oknie, zrywa naklejki ze ścian… W końcu moja cierpliwość się kończy i kładę się z nim w naszym łóżku i czekam aż zaśnie. Potem przenosimy go do nowego łóżka. Czasami przesypia w nim całą noc, a czasami przychodzi do nas w nocy i zostaje do rana... Cóż, nie do końca mi to odpowiada, ale jakoś nie mam pomysłu jak nauczyć go zasypiania w swoim łóżku. Nie mam też serca odmówić mu gdy przychodzi w nocy i mówi, że chce się przytulić. Chyba pozostaje mi poczekać aż synek dorośnie do nowej sytuacji. Choć przyznam Wam, że tęsknię za starymi czasami i trochę żałuję, że nie poczekaliśmy z zakupem nowego łóżka...



czwartek, 8 października 2015

BIDON NIEKAPEK ZE SŁOMKĄ NUBY PSTRYCZEK





Około dwa miesiące temu okazało się, że Ufolinek potrafi pić ze słomki. W związku z tym postanowiłam mu kupić bidon ze słomką. Długo nie mogłam zdecydować się który wybrać. W końcu wybór padł na Nuby Pstryczek. I to był strzał w dziesiątkę :)

Oto jego zalety:
  • posiada podwójną ściankę izolującą, która dłużej utrzymuje pożądaną temperaturę płynu. 
  • specjalna, miękka silikonowa słomka jest bezpieczna dla delikatnych dziąseł i ząbków dziecka. 
  • posiada specjalną nakładkę zabezpieczającą silikonową słomkę (dziecko samo może sobie ją przesunąć).
  • słomka została stworzona tak, aby zapobiegać kapaniu i rozlewaniu się płynów. 
  • słomka posiada specjalną, bezpieczną zastawkę umiejscowioną w jej wnętrzu, która pozwala na przepływ płynu tylko wtedy, gdy dziecko ssie słomkę. Gdy płyn nie jest zasysany zastawka nie pozwala na jego wyciekanie. 
  • bidon przeznaczony jest do różnorodnych konsystencji płynów: od soków po mleko, wodę itp. 
  • jest  wykonany z bezpiecznych, trwałych i nietoksycznych materiałów.
  • jest łatwy w utrzymaniu czystości (potrzebna jest tylko szczoteczka do czyszczenia słomek).
  • bidon jest kolorowy, ładny i dzieci chętnie z niego korzystają.




Bidon naprawdę jest warty polecenia. Kosztuje w zależności od sklepu kilkanaście złotych. Pojemność to 330 ml. Możemy również dokupić słomki na wymianę.
Ufolinek go uwielbia. Pierwszego dnia praktycznie się z nim nie rozstawał. Co ważne, dzięki niemu pije trzy razy więcej. Ogromnie mnie to cieszy. Od kiedy go ma sam mówi kiedy chce pić. Wcześniej się nie upominał. Teraz bardzo często słyszę: "ciep ciep" :D






środa, 16 września 2015

NIVEA BABY DELIKATNY ŻEL DO MYCIA CIAŁA I WŁOSÓW


Ufolinek przez pierwszy rok życia kąpany był w emolientach. Więcej na ten temat tutaj. Gdy skończył roczek postanowiłam kupić mu normalny żel. Z racji tego, że mam dobre doświadczenia z kremami Nivea Baby postanowiłam kupić Nivea Baby delikatny żel do mycia ciała i włosów. To był strzał w dziesiątkę.  



Oto jego zalety:

  • myje dokładnie, a zarazem delikatnie
  • dzięki formule wzbogaconej wyciągiem z nagietka, nawilża skórę i zapobiega jej ponownemu wysuszeniu
  • jest łagodny dla wrażliwych oczu dziecka
  • łatwo się spłukuje
  • nie zawiera mydła, alkoholu i barwników
  • opakowanie jest małe, ale żel jest bardzo wydajny
  • wielkim plusem jest pompka ułatwiająca aplikowanie produktu bezpośrednio na rękę czy gąbkę
  • zapach jest bardzo przyjemny
  • po zmieszaniu z wodą tworzy się bardzo dużo piany, którą Ufolinek uwielbia.


Z serii Nivea Baby mogę Wam jeszcze polecić:

  • delikatny krem pielęgnacyjny
  • krem na każdą pogodę
  • krem ochronny na słońce
  • krem S.O.S




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

TRAKTOR FARMER - ŚWIETNA ZABAWKA INTERAKTYWNA



Ufolinek dostał na urodzinki między innymi tytułowy Traktor Farmer firmy Dumel Discovery. Od tego czasu bawi się nim codziennie, a rano kieruje do niego swoje pierwsze kroki. 



Oto specyfikacja:
  • zabawka jest przeznaczona dla dzieci w wieku 12-24 miesiące

  • traktor ma przyczepę ze zwierzątkami (krowa, owca, świnia, koń i kura)
  • po naciśnięciu każdego ze zwierzątek dziecko usłyszy o nim krótki wierszyk np: "krowa dziś ma ważną sprawę, cały dzień przeżuwa trawę. Gdzieś na łące niedaleko. Dzięki krówkom mamy mleko." - znam te wierszyki już na pamięć :)
  • kiedy dziecko naciśnie komin, traktor pokona niewielki dystans i rozlegnie się realistyczny odgłos silnika
  • jeśli posadzi farmera w fotelu, zagra wesoła melodyjka "Pan Dumelek farmę miał ija ija o, wiele zwierząt w wózku miał ija ija o..."
  • po naciśnięciu kierownicy przednie światła zaczną mrugać, a maluch usłyszy dźwięk klaksonu oraz wierszyk: "Szybko z drogi! - traktor woła, gdy po pracy zjeżdża z pola. Dziś się spieszy niesłychanie, bo zapomniał zjeść śniadanie"
  • najfajniejsze jest umieszczanie zwierzątek w pasujących do nich miejscach na przyczepie, bo wtedy dziecko pozna głos wydawany przez poszczególne zwierzątka
  • zabawka jest solidnie wykonana (Ufolinek kilka razy nią rzucił i nic nie odpadło) i bezpieczna dla dziecka
  • zabawka inspiruje dziecko do aktywnej zabawy oraz ma właściwości poznawcze
  • pobudza zmysły dziecka
  • potrafi zająć malucha na długo
  • kosztuje około 80 zł

Mim zdaniem zabawka jest naprawdę świetna i godna polecenia Myślę, że nawet dziewczynce traktor przypadłby do gustu :)



piątek, 14 sierpnia 2015

KAPCIE FIRMY BEFADO


Ufolinek nigdy nie używał kapci, bo wierzę zapewnieniom ortopedów, że dziecięce stopy potrzebują swobody i o ile jest taka możliwość dziecko powinno chodzić boso lub w samych skarpetkach.
Jednak w Klubie Malucha, do którego uczęszcza dzieci muszą nosić kapcie ze względów bezpieczeństwa. Jakiś czas temu dostaliśmy od cioci Ufolinka kapcie Befado. Tak mi przypadły do gustu (synkowi chyba również), że zamierzam mu kupować już tylko tej firmy. 
Kosztują około 35 zł.





Oto ich zalety:
  • są wykonane z najwyższej jakości naturalnych tkanin
  • są ozdobione ładnymi haftami i aplikacjami
  • posiadają anatomicznie profilowane podeszwy, usztywniony zapiętek i szerokie czubki butów, które gwarantują małym stópkom prawidłowy rozwój
  • mają antypoślizgowe, lekkie, elastyczne i dziurkowane podeszwy, które zapewniają lepszą wentylację, higienę oraz komfort użytkowania
  • mają świetne zapięcie (roczniak sobie z nim nie poradzi)
  • są naprawdę ładne i estetycznie wykonane
  • wydają się być trwałe
  • występują w wielu wersjach kolorystycznych, z odkrytym i zakrytym noskiem
  • posiadają atest "zdrowa stopa"


Naprawdę szczerze polecam. Widać, że Ufolinek dobrze się w nich czuje. Nawet nie próbuje ich zdejmować. Fajne jest to, że można ich używać nie tylko jako kapcie, ale również jako buciki w ciepłe dni. My tak robimy. Poniżej dowód :)







poniedziałek, 10 sierpnia 2015

W CO ZAPAKOWAĆ DZIECKU RZECZY DO ŻŁOBKA, KLUBU MALUCHA CZY DO PRZEDSZKOLA? - PLECACZEK UFOLINKA


Jak wiecie Ufolinek od jakiegoś czasu uczęszcza do Klubu Malucha. Post na ten temat pojawi się pod koniec sierpnia, jak już będę mogła coś więcej na ten temat napisać.

Każde dziecko w klubiku ma swoją półeczkę i wieszaczek. Na większości wieszaczków wiszą małe plecaczki. Rodzice zostawiają w nich pieluszki, chusteczki nawilżane, krem, rzeczy na zmianę, picie itp. Wydaje mi się, że to znacznie ułatwia pracę opiekunkom. W plecaczku Ufolinka znajdują się dodatkowo: Camilia na ząbkowanie, Dentinox N na obolałe dziąsła, śliniak, kapelusik oraz karteczka z numerami telefonów do mnie i do taty Ufolinka.

Przeglądając co oferują sklepy internetowe od razu moją uwagę przykuły plecaczki dla dzieci firmy Skip Hop seria zoo. Są kolorowe i takie dziecięce :)




Niestety są dosyć drogie. Plecaczek kosztuje około 80 zł. Szukając na Allegro tańszych odpowiedników natrafiłam na praktycznie identyczne plecaczki, ale bez metki Skip Hop za połowę ceny. Różniły się tylko małymi detalami, a wykonanie wydawało się być zadowalające. Postanowiłam zaryzykować i zamówiłam synkowi plecaczek sowę :) Poniżej możecie porównać oryginał z tym który kupiłam (Ufolinka po prawej).



Gdy przyszła przesyłka z niecierpliwością otworzyłam paczkę. Zawartość mnie nie rozczarowała. Plecaczek jest:

  • bardzo ładny
  • dobrze wykonany
  • funkcjonalny (kieszonka z przodu na zamek plus dwie siateczkowe kieszonki na napoje)
  • posiada regulowane ramiączka
  • jest lekki i pakowny
  • ma idealne wymiary: 
         Szerokość: 20 cm - 26 cm
         Wysokość: 29 cm
         Głębokość: 10 cm

Naprawdę jestem zadowolona z zakupu i cieszę się, że mój synek ma taki ładny plecaczek :)


piątek, 7 sierpnia 2015

GARNUSZEK NA KLOCUSZEK FISHER PRICE


To kolejna zabawka renomowanej firmy Fisher Price godna polecenia, idealna na prezent dla malucha powyżej 6 miesiąca życia.




  • Garnuszek na klocuszek to interaktywna zabawka, której celem jest nauka poprzez zabawę. 
  • W komplecie znajduje się uśmiechnięty garnuszek, pokrywka i 5 ponumerowanych klocków w różnych kształtach i kolorach.
  • Gdy dziecko wkłada do odpowiednich otworów klocki, garnuszek w nagrodę śmieje się i mówi, jaki mają kształt i jakie znajdują się na nich cyfry.
  • Zabawka rozpoznaje moment, gdy dziecko wkłada do wnętrza rączkę lub klocki i śpiewa piosenkę.
  • Gra wesołe piosenki i mówi po polsku.
  • Jest dobrze wykonana.
  • Ma dwa tryby głośności.
  • To zabawka, która potrafi zająć dziecko na długo.
  • Rozwija zdolności manualne i poznawcze dziecka.
  • Nie jest tani. Kosztuje około 100 zł.



Ufolinek dostał garnuszek pod choinkę od dziadków. Wtedy nie był jeszcze nią zainteresowany. Ale od kiedy zaczął siedzieć, zabawka bardzo przypadła mu do gustu. Pierwsze co robił gdy sadzałam go wśród zabawek to zdejmował pokrywkę z garnuszka i wysypywał jego zawartość. Gdy był trochę starszy bardzo lubił wyjmować klocki. Później nauczył się wkładać je do środka. A teraz próbuje już dopasowywać klocki do poszczególnych otworów. Z każdym dniem idzie mu coraz lepiej :) Obok miseczek i kubeczków to jego ulubiona zabawka. Garnuszek zabieramy nawet na działkę. Ba! Mieliśmy go nawet w Zakopanem :)
























piątek, 24 lipca 2015

WYJAZD W GÓRY Z MAŁYM DZIECKIEM - UFOLINEK NA TATRZAŃSKICH SZLAKACH :)


Witajcie po dłuższej przerwie :)

Wróciliśmy! Cali i zdrowi, zadowoleni i pełni wrażeń :)

Pogoda dopisała, a Ufolinek okazał się wyśmienitym turystą :)

Moje wcześniejsze obawy teraz wydają mi się śmieszne. Synek zaaklimatyzowal się od razu, zasypiał bez problemu o tych samych porach co zwykle, nie marudził podczas długich spacerów w wózku, polubił nosidło, a podróż zniósł bardzo dobrze.

Ale po kolei:


DZIEŃ PIERWSZY 
Jakoś się zapakowaliśmy. Choć nie było łatwo :) O tym co znalazło się w torbie Ufolinka napisałam tutaj. Mimo, że pokój mieliśmy zarezerwowany od godziny 14-tej, postanowiliśmy wyjechać dopiero o 20-tej, tak aby Ufolinek przespał większość drogi. Do Zakopanego mamy dokładnie 580 km, także czekała nas 7-8 godzinna podróż. Wydaje mi się, że podjęliśmy dobrą decyzję. Synek zasnął po 30 minutach na jakąś godzinę. Potem przez kolejne dwie wpatrywał się w ciemność... A gdy zaczął marudzić zrobiliśmy około 20 minutowy postój. Rozprostowaliśmy kości, napiliśmy się kawy i ruszyliśmy dalej. Mały po chwili zasnął na kolejne dwie godziny. Potem znowu siedział cichutko przez jakąś godzinkę i krótko przed metą zasnął ponownie. Na miejsce dotarliśmy o 2:30. Gdy weszliśmy do pokoju Ufolinek usiadł na łóżku, rozejrzał się dookoła i zaczął się cieszyć :) Postanowiłam zrobić mu trochę mleczka żeby szybciej usnął i dłużej pospał. To było dobre posunięcie. Zasnął w ciągu 5 minut i spał do 10-tej, dzięki czemu wszyscy się wyspaliśmy :)

DZIEŃ DRUGI
Synek obudził się w znakomitym nastroju. Pogoda była piękna. Słońce i jakieś 24 stopni. Postanowiliśmy to wykorzystać i wyruszyliśmy około 12-tej do Doliny Kościeliskiej. Najpierw jechaliśmy około 15 minut busem. Potem szliśmy 1,5 godziny spacerkiem z Ufolinkiem w wózku. Chociaż cieszę się, że to nie ja go musiałam pchać, bo pod koniec było trochę ciężko... Synek praktycznie całą drogę smacznie spał. Gdy doszliśmy do schroniska rozsiedliśmy się bezpośrednio na trawce. Tata Ufolinka sączył piwo, ja koktajl jagodowy, a Mały dostał słoiczkowy obiadek podgrzany w kubku z wrzątkiem. Potem radośnie biegał po trawie, wyszukując co chwilę nowe kamyki i patyki :D Posiedzieliśmy tam jakąś godzinkę. Porozmawialiśmy z innymi turystami, powygrzewaliśmy się na słoneczku i ruszyliśmy z powrotem. Zrobiliśmy ponad 12 kilometrów. Około 17-tej byliśmy w pokoju. Odświeżyliśmy się i poszliśmy do jednej z naszych ulubionych knajp w Zakopanem, do Adamo, jakieś 10 minut piechotą od naszego pensjonatu. Gdy zjedliśmy było już na tyle późno, że wróciliśmy do pokoju. Ufolinek został wykąpany i o 20 już spał. Zasnął bez żadnego problemu, mimo że miał nas w zasięgu wzroku. My padliśmy chwilę po nim :)


DZIEŃ TRZECI

Pogoda się trochę popsuła, niebo się zachmurzyło, temperatura spadła do 20 stopni. Postanowiliśmy zrobić sobie dzień leniucha i poszwędać się po Zakopanem. O 10-tej poszliśmy na Krupówki oddalone od naszego miejsca zamieszkania o 300 metrów. Ufolinkowi bardzo spodobały się konie, które można spotkać tam na każdym kroku. Na czas jego drzemki, czyli na 13-tą wróciliśmy do pokoju. Zasnął bez problemu i spał ponad godzinę. Potem się trochę pobawił. Około 15:30 poszliśmy do kolejnej naszej ulubionej knajpy na obiad. Tym razem odwiedziliśmy Kolibeckę, znajdującą się nieopodal skoczni (ponad trzy kilometry od naszego pokoju). Ufolinek zjadł swój słoiczkowy obiad, jego tata ogromnego szaszłyka, a ja talerz smakowitych oscypków z żurawiną. W drodze powrotnej kupiliśmy owoce i zjedliśmy lody. W pokoju byliśmy około 19-tej. Godzinę później Mały już spał.

DZIEŃ CZWARTY
Wyszliśmy już przed 10-tą. Wsiedliśmy w busa, który zawiózł nas do Doliny Chochołowskiej. Po dwóch godzinach marszu doszliśmy do schroniska (synek po drodze zaliczył drzemkę). Tam zjedliśmy po zupce, a Ufolinek wsunął serek homogenizowany. Słoneczka nie było, więc trochę odpoczęliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Ufolinek zobaczył na własne oczy owce i krowy. Te ostatnie zrobiły na nim duże wrażenie :) Około 15-tej byliśmy w pokoju. Zrobiliśmy ponad 15 kilometrów. A po odświeżeniu się dołożyliśmy kolejne 6. Tym razem wybraliśmy się na obiad do nieznanej nam, ale polecanej restauracji Mała Szwajcaria. Zapłaciliśmy dużo, a szału nie było. Ufolinek standardowo dostał słoiczek i coś tam poskubał od nas. O 19-tej byliśmy w pokoju, a o 20-tej już w łóżkach :)

DZIEŃ PIĄTY
O 10-tej wsiedliśmy do busa, który wiózł nas około 40 minut do Palenicy Białczańskiej, czyli miejsca z którego wyrusza się w 9-kilometrową wędrówkę nad Morskie Oko. Cała trasa jest wyasfaltowana, także można dojść do celu nawet z dzieckiem w spacerówce na piankowych kołach. Trzeba jednak pamiętać, że wcale łatwo nie jest, bo droga prowadzi wciąż pod górę... I o ile samej idzie się całkiem dobrze, to już pchając wózek z 10-kilowym dzieckiem, nie jest już tak łatwo. Jak dobrze, że ta rola przypadła tacie Ufolinka. Niestety po drodze zaczęło padać i trzeba było założyć folię przeciwdeszczową na wózek, co spotkało się z niezadowoleniem pasażera... Po raz pierwszy na wyjeździe Ufolinek urządził scenę. Krótki postój i przytulenie załatwiło sprawę. Uspokoił się i zasnął na jakieś 1,5 godziny. Gdy się obudził jego oczom ukazał się malowniczy widok. Niestety trawa była mokra i nasz maluch nie mógł sobie pobiegać. Natomisast zagęszczenie ludzi na metr kwadratowy spowodowało, że nie zabawiliśmy tam długo. Posililiśmy się w schronisku, porobiliśmy zdjęcia, nacieszyliśmy oczy wspaniałym widokiem i ruszyliśmy w drogę powrotną, na szczęście już z górki i bez deszczowych atrakcji. Kolejne 18 kilometrów w nogach. Byliśmy dość zmęczeni, dlatego postanowiliśmy nie wracać do pokoju, tylko wysiąść z busa w centrum i pójść na obiad z marszu. Zjedliśmy w kolejnej naszej ulubionej restauracji Trattoria Adamo. Stamtąd udaliśmy się już bezpośrednio do "domu". O 20-tej padliśmy jak muchy :)



DZIEŃ SZÓSTY
Po trzech dniach dość pochmurnej pogody, wyjrzało słońce, a temperatura wzrosła do 25 stopni. Przyszedł więc czas na atak - atak na Kasprowy! Ufolinek został zainstalowany w nosidle u taty na plecach, przez co plecak z 4 litrami wody, jedzeniem, kurtkami, ubraniami Ufolinka, pieluchami, chusteczkami, kremem do pupy, kremem z filtrem itd wylądował na moich biednych barkach... Dojechaliśmy busem do Kuźnic i stamtąd malowniczą Doliną Jaworzynki doszliśmy w około dwie godziny do mojej ukochanej Doliny Gąsienicowej. Tam w otoczeniu wierzchołków Orlej Perci zrobiliśmy dłuższy postój. Zgodnie z moją osobistą, długoletnią tradycją zamówiłam w schronisku naleśniki z serem. Niebo w gębie :) Ufolinek dostał jogurcik, poskubał trochę naszej chałki i cały szczęśliwy zajął się szukaniem kamyków w trawie. Zaliczył też pierwsze przewijanko na łonie natury, w krzakach na trawce :) Uraczeni pięknymi widokami i doładowani węglowodanami ruszyliśmy szlakiem na Kasprowy Wierch. Szłam tamtędy chyba już trzeci raz, ale tym razem było mi dość ciężko. Mój brak entuzjazmu dla jakichkolwiek form sportu dał o sobie znać. Kondycję mam marną. Za to tata Ufolinka z 10-kilogramowym balastem na plecach zawstydziłby niejednego młodzieniaszka. No ale on biega, jeździ na rowerze. Nie to co ja... Poza tym wigoru dodawały mu pewnie turystki zauroczone widokiem naszego skrzata tak wysoko w górach, które co chwilę na jego widok
wydawały okrzyki zachwytu :) Mały całą drogę przespał, grzejąc tatę niczym szal w szyję :D Gdy już dotarliśmy do góry, musieliśmy trochę przyodziać Ufolinka, bo różnica temperatur była dość spora. Ze względu na synka postanowiliśmy nie schodzić, tylko zjechać kolejką. Całą wyprawę Ufolinek zniósł świetnie. Wydaje mi się, że lepiej mu było w nosidle niż w wózku. Gdy już byliśmy na dole, postanowiliśmy pójść na obiad podobnie jak dzień wcześniej od razu. W nagrodę za wysiłek uraczyliśmy się w Trattoria Adamo najdroższym obiadem podczas całego wyjazdu. A co! Zasłużyliśmy :) Gdy dotarliśmy do pokoju, pozostało tylko się umyć i odpłynąć w krainę snów :)

DZIEŃ SIÓDMY
Postanowiliśmy zrobić sobie kolejny dzień leniucha :) O 10-tej poszliśmy pospacerować po Równi Krupowej. To park położony w samym centrum Zakopanego. Rozpościerają się z niego piękne widoki na Tatry i pasmo Gubałówki. Ufolinek puszczony na trawę był w siódmym niebie. Potem posiedzieliśmy w Wytwórni Lodów Naturalnych, delektując się dziwnymi smakami lodów :) Na drzemkę synka wróciliśmy do pokoju. Około 15-tej wybraliśmy się na obiad do kolejnej naszej ulubionej knajpy Marzanny, oddalonej od naszego pokoju o 4,5 kilometra. Na miejscu zjadłam najlepszą w Zakopanem kwaśnicę oraz najlepsze jakie jadłam w życiu ruskie pierogi. Warto było iść prawie godzinę :) Ufolinek standardowo wsunął zawartość słoiczka. W drodze powrotnej znowu poszliśmy na Równię Krupową. Tym razem na ogromny plac zabaw z przeogromną piaskownicą. Ufolinek wytarzał się w piachu za wszystkie czasy. Niestety zabawa zakończyła się przykrym incydentem, a mianowicie wypadnięciem synka na twarz z piaskownicy :( Rodzice, gapy nie dopilnowali jedynaka :( Skończyło się na lekkim zadrapaniu nosa i kilku łzach. Ale ogólnie dzień był naprawdę udany :) Ufolinek zasnął chyba w minutę :D














DZIEŃ ÓSMY
O 10-tej ruszyliśmy na kolejną wyprawę z Ufolinkiem w nosidle. Termometr wskazywał 27 stopni. Dojechaliśmy busem do Kuźnic, a stamtąd ruszyliśmy w kierunku Polany Kalatówki. Następnie odbiliśmy na szlak nad reglami aby dojść na Sarnią Skałę. Przed samym podejściem, zatrzymaliśmy się aby coś zjeść i przewinąć Ufolinka. Po około dwóch godzinach znaleźliśmy się na wierzchołku Sarniej Skały, z której rozpościera się jedyny w swoim rodzaju widok na Giewont. Następnie zeszliśmy do Doliny Strążyńskiej. Tam zrobiliśmy kolejny dłuższy postój żeby synek pobiegał po trawce. Posiedzielibyśmy pewnie dłużej, ale w oddali słychać było złowrogie pomrukiwanie zbliżającej się burzy. Gdy znaleźliśmy się już na ulicy Zakopanego dopadła nas taka ulewa, że do pokoju dotarliśmy przemoczeni do suchej nitki i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Z butów wylewała się woda, a bieliznę można było wyżymać. Pewnie jesteście ciekawi co z Ufolinkiem. Poza tym że trochę wystraszył się deszczu, nie zmoczyła go nawet kropelka, ponieważ mieliśmy ze sobą wielki parasol, który przezornie zabraliśmy właśnie w razie takiej sytuacji. Podczas całej wyprawy Mały spał tylko 20 minut, dlatego jak tylko weszliśmy do pokoju odłożyłam go do łóżeczka. Zasnął od razu i spał 1,5 godziny. A my razem z nim... Gdy się obudziliśmy była już 17-ta. Z racji tego, że mieliśmy już w nogach ponad 10 kilometrów poszliśmy na obiad do pobliskiego Adamo, gdzie wsunęliśmy jedną z najlepszych pizzy jaką jadłam. Potem poszliśmy jeszcze na spacer i do cukierni Samanta. Mają tam bardzo dobre, tanie ciasta, w tym kremówki wadowickie oraz przepyszną mrożoną kawę. Do pokoju wróciliśmy wyjątkowo po 20-tej, z racji późnej drzemki Ufolinka. Zasnął po 21.















DZIEŃ DZIEWIĄTY
Planowaliśmy kolejny dzień w górach, ale przemoczone buty pokrzyżowały nam plany. Może i dobrze, bo upał był straszny, ponad 30 stopni w cieniu. Zresztą wieczorem ruszaliśmy już do domu, więc dzień leniucha nawet był wskazany. Około 10-tej wybraliśmy się na spacerek po Krupówkach, na kawę mrożoną do Samanty i jeszcze raz na Równię Krupową. Niestety trawa była mokra po ulewie z dnia poprzedniego i Ufolinek nie mógł sobie pobiegać. Na drzemkę wróciliśmy do pokoju. Gdy Mały się wyspał poszliśmy po raz kolejny na obiad do Marzanny. Nie mogłam się powstrzymać i znowu zamówiłam między innymi ruskie pierogi :) Wracając wstąpiliśmy jeszcze do Wytwórni Lodów Naturalnych. W pewnym momencie Ufolinek zaczął płakać. Coraz mocniej i mocniej. Wkładał przy tym prawie całą rączkę do buzi. Ewidentnie zęby. Na szczęście zawsze noszę przy sobie Camillię. Po 5 minutach się uspokoił, ale i tak postanowiliśmy wracać już do pokoju. Spakowałam nas i o 20-tej z żalem ruszyliśmy w drogę powrotną. Mały zasnął od razu i obudził się dopiero po 5 godzinach, bo musieliśmy zatankować samochód. Gdyby nie to spałby pewnie do końca. A tak kolejne 2,5 godziny siedział cichutko w ciemności. Kochane dziecko :) Gdy weszliśmy do domu wydał okrzyk radości :) Potem dostał mleczko i zasnął w 5 minut. Obudził się o 10-tej. Tylko, że tym razem już nie szliśmy, ani w góry, ani do parku, ani na Krupówki...

I tak to wyglądało :) Za nami ponad 100 km marszu, masa pysznego jedzenia w brzuchach i moc wrażeń estetycznych :)

Jeśli ktoś dotarł do końca tej obszernej relacji, to wie że góry z roczniakiem to całkiem niezły pomysł i nie ma się czego obawiać. Zresztą dzieci w Zakopanem jest mnóstwo i to poczynając od dwu, czy trzymiesięcznych. Poza tym za dzieci praktycznie nigdzie się nie płaci. Przejazdy busami mają za darmo (o ile siedzą u rodziców na kolanach), wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego jest darmowy do 7 roku życia, za kolejkę na Kasprowy nie płaci się za dzieci do lat 4, a w hotelach, pensjonatach czy kwaterach prywatnych nie pobierają opłat za dzieci do lat trzech. 

Mam nadzieję, że rozwiałam  wątpliwości rodziców, którzy wahali się przed podjęciem decyzji o wyjeździe w góry z małym dzieckiem :) Osobiście gorąco polecam. Jak ktoś kocha góry i lubi odpoczywać aktywnie, to dziecko naprawdę w niczym nie przeszkadza. No może tylko w wyjściu wieczorem z pokoju... Ale my po całym dniu chodzenia byliśmy tak padnięci, że marzyliśmy tylko o łóżku :) Więc to nie był problem.





piątek, 12 czerwca 2015

"KSIĘGA DŹWIĘKÓW " BRAVI SOLEDAD




  • Ta książka to międzynarodowy bestseller. 
  • Przeznaczona jest dla dzieci od 12 miesiąca życia.
  • To bardzo wesoła książeczka do wspólnego oglądania, czytania i zabawy w wydawanie odgłosów. 
  • Książka aż kipi od najróżniejszych odgłosów, np: bim bom, apsik, kum kum, gul gul, dzyń dzyń, eoeoeo.
    Dodaj napis
  • Są tu dźwięki wydawane przez zwierzęta, przedmioty i ludzi. 
  • Ma aż 118 stron! To chyba najgrubsza książeczka dla maluchów. 
  • Na każdej ze stron znajduje się obrazek, a obok jest napisane jaki dźwięk wydaje dany przedmiot. 
  • Niektóre dźwięki są zaskakujące ;) No chyba, że Wy wiedzieliście jak robi gniazdko elektryczne :D 
  • Dostarcza dziecku, a także rodzicom dużo radości :) 
  • Wspomaga rozwój intelektualny dziecka. 
  • Na Allegro kosztuje 27 zł z dostawą. 


Moim zdaniem to świetna pozycja dla najmłodszych. Dzięki niej dziecko bawi się, uczy, śmieje i spędza czas razem z rodzicem. Tym samym to dobry pomysł na prezent. Ufolinek dostał ją od rodziców na Dzień Dziecka :)




środa, 10 czerwca 2015

PREZENTY NA DZIEŃ DZIECKA


Nie jestem zwolenniczką dawania dzieciom prezentów na Dzień Dziecka, chyba że jest to naprawdę jakiś drobiazg. Uważam, że magia tego dnia powinna polegać na tym, że poświęcamy dziecku więcej czasu niż zwykle, organizujemy rodzinne wyjście czy to na lody czy do zoo. Do dzisiaj pamiętam Dni Dziecka, kiedy byłam mała. Dostawałam zawsze książkę, a rodzice zabierali mnie i brata na lody w kubeczku :) Kiedyś to było nie byle co. Takie lody w kubeczku z dodatkami jadło się może dwa razy do roku. Chciałabym aby mój synek kojarzył Dzień Dziecka ze wspólnymi, wyjątkowymi chwilami. Już nie mogę doczekać się kiedy będzie na tyle duży, że będziemy mogli wybrać się do Parku Dinozaurów, Aquaparku, Muzeum Techniki czy na wystawę klocków Lego.
Jego pierwszy Dzień Dziecka  nie był jakiś wyjątkowy. Spędziliśmy go w miarę normalnie. A po południu Ufolinka odwiedzili dziadkowie. 

Oczywiście dostał też kilka prezentów:

  • piramidkę edukacyjne kubeczki - od razu przypadła mu do gustu. Nie ma jak porzucać sobie kubeczkami ;)


  • książkę "Księga dźwięków" Bravi Soledad - bardzo fajna pozycja. Wkrótce pojawi się na blogu jej recenzja.


  • basenik ogrodowy z piłką i kołem w zestawie firmy Intex - bardzo fajny. Zresztą już przetestowany :) Nie zalicza się do tych najmniejszych, ale to dobrze, bo ktoś może siedzieć w środku razem z Ufolinkiem.


  • szczeniaczka uczniaczka Fisher Price - moim zdaniem zbyt drogi prezent na taką okazję... Co nie zmienia faktu, że szczeniaczek jest uroczy :)

  • pierwszy samochód - co ciekawe ma na imię tak samo jak Ufolinek :) Synek nadal najbardziej lubi bawić się miseczkami, kubeczkami czy kółkami, ale samochód również wzbudza jego zainteresowanie :)




środa, 13 maja 2015

WIELOFUNKCYJNY WÓZEK BEBETTO LUCA


Wózek użytkujemy już ponad 10 miesięcy, dlatego przyszedł czas na ocenę.

Wybierając wózek braliśmy pod uwagę:

  • wózki trzyfunkcyjne
  • lekkie
  • łatwe w składaniu 
  • ze skrętnymi przednimi kołami
  • ładne
  • z dużą gondolą 
  • do 1500 zł


Nasz wybór padł na polski wózek - BEBETTO LUCA - pierwszy wózek jaki oglądaliśmy :)
Wózek przeznaczony jest dla dziecka od momentu narodzin do 36 miesięcy oraz do maksymalnej wagi dziecka 15 kg.

Mamy trochę jaśniejszy kolor niż model na poniższym zdjęciu.


W skład zestawu wchodzą:

  • aluminiowy stelaż
  • gondola wyposażona w budkę, pokrowiec i materacyk
  • siedzisko spacerówki wyposażone w budę i pokrowiec na nóżki dziecka
  • torba pielęgnacyjna
  • pojemny oraz zamykany kosz na zakupy
  • pokrowce na koła
  • uchwyt na butelkę/kubek
  • moskitiera chroniąca dziecko przed insektami
  • pokrowiec przeciwdeszczowy na cały wózek

Zalety wózka:

  • lekka aluminiowa konstrukcja, dzięki czemu łatwo się prowadzi
  • amortyzowana konstrukcja oraz możliwość regulacji twardości zawieszenia, dzięki czemu sprawdza się na nierównym terenie
  • nowatorski system składania ramy wózka
  • centralny hamulec na tylne koła
  • obrotowe przednie koła wyposażone w systemy pamięci kierunku DMS oraz absorpcji wstrząsów SAS
  • pompowane koła przednie i tylne z możliwością blokady
  • możliwość regulacji oparcia w gondoli
  • gondola z funkcją kołysania z możliwością blokady
  • regulowana budka
  • rączka oraz barierka wykonane z wysokiej jakości skóry ekologicznej
  • możliwość regulacji wysokości rączki
  • uchwyt do przenoszenia gondoli
  • gondola PCV z wentylowanym dnem
  • miękki, wytłaczany termicznie materacyk w kolorze wózka
  • możliwość obracania siedziska spacerówki w dwóch kierunkach jazdy (jak nasz hrabia nie lubi promieni słońca zaglądających mu w oczy, wystarczy odwrócić siedzisko)
  • regulowane oparcie siedziska w 3 pozycjach
  • rozszerzenie budki w wersji spacerowej
  • siedzisko spacerówki odpowiednie dla dziecka poniżej 6 miesiąca życia
  • regulacja podnóżka siedziska spacerówki
  • 5 punktowe pasy bezpieczeństwa z możliwością regulacji wysokości
  • fajna odpinana torba, a z tyłu siedziska siatka na drobiazgi
  • zamykany na zamek kosz na zakupy
  • ładny, estetyczny, zgrabny


Wady wózka, a w zasadzie spacerówki:
  • daszek przy spacerówce się rozregulował i wciąż trzeba dokręcać śruby;
  • pas kroczny w spacerówce jest za daleko wszyty, przez co Ufolinek ciągle się zsuwa;
  • pałąk przy spacerówce umieszczony jest bardzo daleko (Ufolinek dosięgnął go dopiero gdy skończył 10 miesięcy. Za to łatwo na nim oprzeć nogę :D);
  • ochraniacz na nóżki w spacerówce spełnia swoją funkcję tylko wówczas gdy podnóżek jest maksymalnie opuszczony. W przeciwnym razie odstaje, a wiatr hula po całym wózku

Podsumowując. Ogólnie jesteśmy zadowoleni, chociaż spacerówka nas trochę rozczarowała. Niestety jako niedoświadczeni rodzice nie bardzo wiedzieliśmy na co zwracać uwagę i spacerówce nie poświęciliśmy zbyt wiele uwagi. Na szczęście producent poprawił spacerówkę i teraz pałąk oraz pas kroczny są już we właściwym miejscu. Wprowadził też nowe wersje kolorystyczne. Pewnie teraz wybralibyśmy taki:
















Sam Ufolinek wygląda na zadowolonego ze swojego automobila :)























piątek, 8 maja 2015

PIRAMIDKA Z KÓŁEK FISHER PRICE


Piramidkę z kółek Fisher Price kupiliśmy Ufolinkowi w grudniu w Biedronce w bardzo okazyjnej cenie 25 zł. W Smyku kosztuje jeszcze raz tyle.



  • Zabawka przeznaczona jest dla dzieci od 6 miesiąca życia.
  • W skład zabawki wchodzi 5 kolorowych, plastikowych kółeczek i stojak.
  • Najmniejsze kółeczko znajdujące się na samym szczycie piramidki jest z wierzchu przezroczyste, a wewnątrz posiada ruchome elementy. Różnokolorowe koraliki, wirujące na mieniącej się, metalizowanej powierzchni, dają ciekawe efekty wizualne. 
  • Dzięki zabawce dziecko uczy się koordynacji wzrokowo–ruchowej oraz dopasowywania elementów. 
  • Piramidka Fisher Price może być również wykorzystana do nauki pojęć: małe, większe, mniejsze, największe, najmniejsze, porównywania wielkości oraz nauki kolorów. 
  • Zabawką dziecko może bawić się na kilka sposobów. Można turlać kółeczka, rzucać nimi do celu, uderzać jednym o drugie itp.


Ufolinek uwielbia tą zabawkę. Od trzech miesięcy poświęca jej codziennie sporo czasu. Na początku tylko zdejmował kółeczka i je gryzł. Teraz próbuje je wkładać na stojak. Lubi uderzać jednym kółkiem o drugie, a także turlać kółeczko i podążać za nim. Od dwóch dni ogromną radość zarówno jemu jak i nam sprawia zabawa w przynoszenie kółeczka. Mówię "Synku gdzie jest kółko? Przynieś mamie kółko". A on lokalizuje kółeczko i szybko mi je przynosi. Mówię "Dziękuję synku. Zasłużyłeś na buziaka". Widać, że jest z siebie bardzo dumny. A my z niego jeszcze bardziej :)

















poniedziałek, 27 kwietnia 2015

EMOLIENTY


Emolient to preparat natłuszczający skórę, który wytwarza na jej powierzchni warstwę umożliwiającą zatrzymanie nawilżenia.


Emolienty działają na skórę na cztery sposoby:

  • natłuszczają ją, tzn. tworzą na jej powierzchni warstwę oleju, która blokuje parowanie z jej powierzchni 
  • działają jak smary, dzięki czemu skóra wydaje się gładka i śliska 
  • po wchłonięciu do głębi skóry zatrzymują wodę poprzez blokowanie kanałów, którymi jest ona normalnie wydzielana na zewnątrz 
  • wchłaniają wilgoć z otoczenia, dzięki czemu powierzchnia skóry jest stale wilgotna. 


Dzięki powyższemu emolienty pomagają walczyć ze szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Szczególnie ważne jest to w przypadku skóry maluszka, która nie ma jeszcze w pełni wykształconych mechanizmów obronnych. 


Jak to było u nas?

Ufolinek od urodzenia ma bardzo wrażliwą skórę. Gdy zareagował wysypką na kosmetyki Hipp kąpaliśmy go najpierw w mączce ziemniaczanej, a potem kupiliśmy pierwszy emolient i od tego czasu używamy emolientów do codziennej kąpieli. Są bardzo wygodne w użyciu, ponieważ wystarczy wlać do wanienki zalecaną ilość i umyć dziecko. Ciałka nie trzeba później dodatkowo niczym smarować, a skóra pozostaje miękka i delikatna w dotyku. 
Ostatnio chciałam już przejść na zwykły płyn do kąpania, ale niespodziewanie coś Ufolinka uczuliło i dostał wysypki na pleckach i rączkach, po której pozostały suche, szorstkie placki (jak już dojdę do tego, co było przyczyną napiszę o tym osobnego posta). W tej sytuacji postanowiłam jeszcze przez jakiś czas pozostać przy emolientach. Myślę, że spróbuję je odstawić jak Mały skończy roczek. 

Rynek oferuje wiele emolientów. My z Ufolinkiem przetestowaliśmy cztery poniższe w następującej kolejności:


  • Oilatum Baby - emulsja do kąpieli 
Emulsja do kąpieli jednocześnie myje i chroni skórę pozostawiając ją nawilżoną oraz gładką w dotyku, bez potrzeby dodatkowego stosowania balsamów.
Tworzy cienką warstwę na skórze dziecka, która chroni przed wysuszeniem oraz zapobiega podrażnieniom z zewnątrz.




Skład: 
Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, PEG-8 Dilaurate, Cetyl Acetae, PEG-40 Sorbitan PEtrolate, Stearyl Acetate, Oleyl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol.

Wskazania
Dla dzieci od 1 dnia życia.

Dawkowanie
W przypadku niemowląt wlać 1-2 nakrętki.



  • Emolium - emulsja do kąpieli


To kompletny emolient zalecany do codziennej higieny skóry wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień.
Delikatnie myje skórę i zapewnia jej zdrowe funkcjonowanie.
Chroni ją i sprawia, że staje się mniej podatna na podrażnienia.
Długotrwale nawilża i natłuszcza skórę.
Dzięki bogatej, bezwodnej formule (93,9% lipidów) tworzy na powierzchni skóry aktywną barierę lipidową o dwukierunkowym działaniu. Dostarcza w głąb naskórka lipidy i substancje długotrwale wiążące wodę.Chroni skórę przed utratą wody i działaniem czynników zewnętrznych.

Skład:
Paraffinum liquidum, caprylic/capric truglyceride, isopropyl palmitate, peg-40 sorbitan peroleate, butyrospermum parkii, macadamia ternifolia seed oil, seed oil, canada oil, persea gratissima oil, laureth-7 citrate, peg-8, tocopherol, ascorbyl palmitate, ascorbic acid, citric acid.

Wskazania
Do codziennej higieny wrażliwej skóry dzieci, mającej szczególną tendencję do wysuszania i podrażnień.

Dawkowanie

W przypadku niemowląt wlać 15 ml preparatu (1/2 miarki).


  • Oillan - emulsja natłuszczająca do kąpieli
Emulsja skutecznie oczyszcza podrażnioną, suchą oraz łuszczącą się skórę niemowląt, dzieci i dorosłych. Delikatna formuła nie zawiera mydła, ani SLES/SLS, dzięki czemu polecana jest również w przebiegu pielęgnacji I schorzeń dermatologicznych (AZS, łuszczyca, „rybia łuska"). Parafina ciekła tworzy delikatny film ochronny na powierzchni skóry, ograniczając przeznaskórkową utratę wody (TEWL). Dodatkowo natłuszcza ją, nawilża oraz wygładza naskórek.



Skład:
Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Isopropyl Palmitate, C-12-13 Pareth-3, PEG-40 Sorbltan Peroleate, PEG-9 Laurate.

Wskazania
Przeznaczona jest do codziennej pielęgnacji skóry niemowląt powyżej 6 miesiąca życia, a w przypadkach dermatologicznie uzasadnionych - powyżej 1 miesiąca życia.


Dawkowanie
W przypadku niemowląt wlać 1-3 nakrętki emulsji.



  • Allerco - emulsja do kąpieli
Skutecznie i niezwykle łagodnie oczyszcza skórę ciała, zapewniając prawidłową higienę oraz wielogodzinne uczucie czystości i odświeżenia, nawilża i natłuszcza skórę, chroniąc przed utratą wilgoci, likwiduje nadmierne złuszczanie się naskórka, zapobiegając przesuszeniu skóry, zmniejsza skłonność skóry do powstawania podrażnień, działa ochronnie na naturalną warstwę lipidową naskórka, zwiększa zdolność do utrzymywania prawidłowej wilgotności skóry, zmniejsza szorstkość i suchość skóry, zmiękcza naskórek.



Skład:
Substancja aktywna: metabolit witaminy PP. Substancje dodatkowe: emolienty (trójglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego), olej macadamia, witamina E, gliceryna.

Wskazania
Pielęgnacja skóry suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii. Kąpiele pielęgnacyjne dzieci i niemowląt oraz osób dorosłych.

Dawkowanie
W przypadku niemowląt do wanienki wlać 20 ml preparatu (1 nakrętka).



Wszystkie powyższe emolienty u nas się sprawdziły. Praktycznie uzyskiwaliśmy po nich takie same dobre efekty. W moim odczuciu najbardziej różni je cena. Oilatum jest najdroższe.
Zużyliśmy dwie butelki Oilatum 500 ml, dwie butelki Emolium 400 ml, a potem przez długi czas kupowaliśmy Oillan 500 ml. Jednak ostatnio dostałam sporo próbek Alercco i postanowiłam zakupić pełnowymiarowy produkt. Także  w tej chwili Ufolinek wykańcza Oillan i przechodzimy na Alercco 400 ml. 
Jedna emulsja (400 bądź 500 ml) wystarcza na około 3 tygodnie.
Powyższe emulsje najbardziej opłaca się kupić w aptekach internetowych bądź na Allegro. Oilatum można dostać w cenie około 40 zł plus koszt wysyłki, Emolium za około 30 zł plus koszt wysyłki,  a Oillan i Alercco za 30 zł już z wysyłką.


Reasumując, nie jestem zwolenniczką używania emolientów bez powodu. Ale gdy skóra maluszka tego wymaga to jak najbardziej polecam.