środa, 28 stycznia 2015

KLUB MALUCHA - PRZYSZŁOŚĆ UFOLINKA


Gdy wrócę do pracy Ufolinkiem miała zająć się moja mama. Jednakże mieszka ona 15 km od nas, a ja pracuję w połowie drogi do rodziców. Tak więc musiałabym wychodzić z domu godzinę wcześniej aby zawieźć synka i cofnąć się z powrotem do pracy. A po pracy musiałabym jechać w kierunku przeciwnym od domu aby go odebrać, a potem znowu przemierzyć całe miasto by dostać się do domu. A wszystko w godzinach szczytu, bo pracuję od 8 do 16. W sumie jakieś 45 km i dwie godziny w samochodzie. Już nawet nie chodzi o koszty paliwa, ale o czas zmarnowany na dojazdy.
Po godzinach bicia się z myślami postanowiłam rozejrzeć się za jakimś sensownym miejscem, do którego mogłabym zaprowadzać synka. Zakładałam, że jeśli nie znajdę nic co mi się spodoba będę go woziła do mamy. Byłam we wszystkich klubach malucha na moim osiedlu i tylko jeden zrobił na mnie pozytywne wrażenie. I to na tyle pozytywne, że postanowiłam zapisać tam Ufolinka. Co ciekawe:

  • klubik znajduje się pięć minut pieszo od naszego domu. 
  • mieści się w mieszkaniu w bloku na parterze i wygląda w nim jak w domu. A co za tym idzie jest tam ciepło i przytulnie. 
  • największy pokój spełnia funkcję pokoju zabaw, w mniejszych znajduje się sypialnia i jadalnia.
Tak wygląda pokój zabaw
  • przyjmują maksymalnie 14 dzieci  w wieku 1-4 lata. Na chwilę obecną przychodzi 12. Z tym że zwykle jest około 8, bo część z nich chodzi tylko w określone dni albo przychodzi na kilka godzin dziennie. 
  • są trzy panie. Poznałam wszystkie i zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Wydają się być ciepłe i oddane dzieciom. 
  • dzieciaki spędzają czas głównie na zabawie, raz w tygodniu mają rytmikę, angielski i zajęcia z logopedą. 
  • śpią w miarę potrzeb, o różnych godzinach, a nie na gwizdek. 
  • jedzenie zapewnia firma cateringowa dzięki czemu jest bardzo zróżnicowane. To dla mnie dość istotne, bo w domu jemy zarówno kasze, ryż, makaron jak i ziemniaki i nie chciałabym aby Ufolinek jadł dzień w dzień na przykład tylko ziemniaki.
  • stawka żywieniowa za dzień wynosi 7 zł (śniadanie, obiad i podwieczorek) - gdy dziecka nie ma pieniądze są zwracane.
  • za 100 zł wpisowego właścicielka wykupuje dzieciom ubezpieczenie oraz kupuje nocnik, śliniak, talerzyk, sztućce, szczoteczkę do zębów itp.
  • dzieci wychodzą na spacery
  • jest monitoring
  • zajęcia adaptacyjne (dwie godziny dziennie) trwają w zależności od dziecka i jego zdolności przystosowawczych od kilku do kilkunastu dni. 

Miałam szczęście, bo akurat jak byłam przyszedł po córeczkę jeden z tatusiów. Nie omieszkałam wypytać go o wrażenia. Powiedział, że są z żoną bardzo zadowoleni, a mała uwielbia tam chodzić.
Potem okazało się, że chodzą tam również chłopcy przyjaciółki mojej koleżanki z pracy i są bardzo zadowoleni. Wręcz nie mogą doczekać się w weekend poniedziałku :) To dla mnie najlepsza rekomendacja.

Póki co widzę same plusy uczęszczania do takiego klubu. Wydaje mi się, że dziecko w takim miejscu lepiej się rozwija, szybciej uczy nowych rzeczy, a przebywając wśród innych dzieci uczy się stosunków społecznych i międzyludzkich. Nie zmienia to faktu, że jak pomyślę iż mam Ufolinka, mojego małego, bezbronnego synka zaprowadzać na cały dzień do obcego miejsca, serce ściska mi się z żalu... Poza tym boję się, że zacznie na potęgę chorować. Ale pocieszam się, że zawsze mogę zmienić zdanie i zawozić go jednak do babci.


2 komentarze:

  1. a jakie są koszty takiego klubu malucha?czym oprócz nazwy różni się od żłobka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesne - 450 zł plus stawka żywieniowa za dzień - 7 zł. Od żłobka różni się tym, że jest mało dzieci, jedna pani zajmuje się 3-4 dzieci, jest monitoring itp.

      Usuń